Karolina Owczarz: Jest Pan bardzo ważną postacią w świecie Nordic Walkingu. Mógłby pan wyjaśnić dlaczego? Jaka jest Pana rola?


Tom Rutlin: Chodziłem z kijkami przez 30 lat, czyli trochę więcej niż inni ludzie. Rozwinąłem swoją metodę chodzenia w USA, a teraz chcę zrobić to samo w Europie. Co ważne - nie chodzi tu o nadwyrężanie ciała, a o zdrowie. Jest to prostsze, łatwiejsze do nauczenia i przede wszystkim bardziej efektywne.


Mógłby Pan dokładniej wyjaśnić na czym polega ta metoda?


Ludzie mówią w różnych językach, mają inne kuchnie i przyzwyczajenia. Wszyscy, na całym świecie chodzą jednak tak samo. Po chodzie nie rozpoznasz narodowości. To po prostu mamy w genach. Więc ja do tej wrodzonej zdolności chodzenia dołożyłem kilka mechanizmów, a także zaangażowałem mięśnie głębokie, plecy, ramiona, ręce i mięśnie klatki piersiowej. Kiedy chodzi się w taki sposób, wówczas pracuje całe ciało. Dzięki temu, że nie są zaangażowane tylko nogi, ćwiczenie staje się łatwiejsze.


Mówmy o mechanizmach. Co to tak naprawdę daje, mówiąc prostym językiem.


Poznajesz siłę swojego organizmu, sprawia, że czujesz się silniejszy. A także po prostu czujesz się lepiej, bo ćwiczenia pomagają zbalansować mózgowe substancje chemiczne – dopaminę i serotoninę. To po prostu wywołująca lepsze samopoczucie forma nordic walkinku.


Dla kogo jest to sport? Ma znaczenie, czy ma się 20, czy też 60 lat?


Zupełnie nie. W USA pracuję zarówno z dziećmi ze szkoły podstawowej, a także z emerytami w wieku 80, a nawet i 90 lat. Nie trzeba być atletą. Jak długo możesz chodzić i jesteś zmotywowany, tak długo możesz uprawiać tę dyscyplinę.


Mógłby mi Pan opowiedzieć o tych wyjątkowych kijkach?


Rzeczywiście zaprojektowane przeze mnie kijki różnią się od innych. Nie ma pasków, a ergonomiczny uchwyt, więc nie ma mowy o nadwyrężaniu nadgarstków. Mają również specjalnie zaprojektowane groty. Są po prostu bardzo dobrej jakości.


Są jakieś zasady, o których absolutnie nie można zapomnieć, zaczynając przygodę z tym sportem?


Należy przede wszystkim utrzymywać dobra postawę i chodzić naturalnie, w dogodnej dla siebie prędkości. Trzeba również utrzymywać normalne tempo, a później dołożyć te techniki, które zmaksymalizują korzyści, a to można zrobić bardzo szybko.


Dlaczego przyleciał Pan do Polski i co Pan właściwie tutaj robi?


Współpracuję z Piotrem Kowalskim z polskiej szkoły Nordic Walking & Wellness. On sam od wielu lat jest instruktorem, dzięki czemu poznał to, co ja robię w USA. Piotr jest także fizjoterapeutą i szybko odkrył, że moja metoda niesie ze sobą wiele korzyści. Zobaczył że tu nie chodzi o maltretowanie ciała, ale o rozwój. Poprosił mnie więc, abym przyjechał i promował wspólnie z nim metodę exerstrider nordic walking. Jest wielu zainteresowanych – zarówno tych, którzy startują w zawodach, ale i tych, którzy po prostu chcą wieść zdrowszy tryb życia.


Przyleciał Pan do Polski ze swoją żoną. To ważne, aby mieć partnera do tego sportu?


Dla mnie to było bardzo ważne, bo kiedy zaczynałem, to byliśmy z żoną jedynymi ludźmi na świecie, którzy chodzą z kijkami. Ważne jednak w Exterside Nordic Walking jest to, że tam nikt nie dostaje zadyszki, więc to doskonała możliwość do prowadzenia konwersacji. W Warszawie, podczas jednego z treningów, po udzieleniu kilku instrukcji, poszliśmy na długi spacer, gdzie wszyscy świetnie się bawili i rozmawiali.


Czy to trudny sport?


Wcale. Jeśli tylko potrafisz chodzić, uścisnąć komuś dłoń lub kogoś przytulić, to jednocześnie masz fizyczne predyspozycje do nordic walkingu.


Jestem przekonana, że ma Pan jakieś życiowe motto.


Rzeczywiście. Ponieważ nie jestem zainteresowany wyścigami i prędkością, to zawsze powtarzam, ze życie to nie wyścig tylko bieg długodystansowy. Mam 68 lat i moim celem jest dobiegniecie do mety jak najpóźniej. Nie chodzi o pośpiech, a o długie, zdrowe i szczęśliwe życie.

 

Cała rozmowa oraz wypowiedź Piotra Kowalskiego w załączonym materiale wideo.