Trwają wojny psychologiczne przed meczem Arsenalu z Dinamem Zagrzeb w Lidze Mistrzów. Dla londyńczyków to spotkanie o być albo nie być. Zespół Arsene'a Wengera po czterech meczach na koncie tylko 3 punkty, a Bayern i Olympiacos zgromadziły już po 9 punktów. Arsenal przegrał trzy razy, w tym na starcie rozgrywek w wyjazdowym meczu z Dinamem (drużyna z Zagrzebia zwyciężyła w Lidze Mistrzów po raz pierwszy od 1999 roku).

 

I właśnie o tym spotkaniu jest teraz najgłośniej. Po jego zakończeniu kontroli antydopingowej został poddany zawodnik gospodarzy Arijan Ademi, a jego wynik okazał się pozytywny. Piłkarz został zdyskwalifikowany na cztery lata, ale klubu nie spotkała za to żadna kara. Zgodnie z przepisami UEFA, na dopingu musiałoby zostać złapanych co najmniej trzech piłkarzy (w trakcie rozgrywek, nie w trakcie jednego meczu), żeby Dinamo poniosło jakieś konsekwencje.

 

 

Arsene Wenger krytykuje takie rozwiązanie.

 

UEFA przyjęła takie przepisy, ale ja się z nimi nie zgadzam. Nie można powiedzieć: Ok, mieli gracza na dopingu, ale wynik meczu zostaje utrzymany. To znaczy, że tak naprawdę akceptujesz doping - powiedział kilka dni temu menedżer Arsenalu. Wezwał też do tego, by UEFA przeprowadzała więcej badań krwi.

 

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Wenger wzywał do zaostrzenia kontroli, więc UEFA zareagowała. Na pierwszy ogień poszli londyńczycy. Na trening Arsenalu przyjechało aż dziesięciu kontrolerów antydopingowych. Wenger nie zapomniał o tym wspomnieć. - Chciałem ostrzejszych kontroli i dostaliśmy je natychmiast. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byliśmy kontrolowani, ale nie mamy nic przeciwko - powiedział Francuz.

 

Zgodnie z przepisamy antydopingowymi, przyjętymi przez UEFA, w trakcie meczów do badania losuje się z każdej drużyny dwóch zawodników spośród piłkarzy grających i spośród rezerwowych. UEFA może także przeprowadzać kontrole poza rozgrywkami.