Polski łyżwiarz rozpoczął ten sezon od niezłych występów za oceanem - w najlepszych przejazdach sprintu w Salt Lake City i Calgary plasował się odpowiednio na piątej i siódmej pozycji. Rok temu w analogicznym czasie w ogóle nie startował w azjatyckiej części pucharowej "karuzeli", nadrabiając zaległości treningowe po kontuzjach. Wystąpił dopiero na początku grudnia w Berlinie, gdzie dwukrotnie... wygrywał.

 

Waś najszybszy w Inzell w wyścigu na 500 m


- Patrząc na suche statystyki można powiedzieć, że bryluję zazwyczaj w pierwszych dniach grudnia, ale to duże uproszczenie. Idealnie byłoby zwyciężać w każdych zawodach. Dla mnie najważniejsze jest poprawianie się z biegu na bieg, choć mówimy już o takich szczegółach, których kibic na trybunach czy w telewizji nie dojrzy gołym okiem - powiedział 29-letni Waś.

Panczenista Legii Warszawa w sprincie na 500 m w Inzell uzyskał czas 34,65. Wyprzedził o dziewięć setnych sekundy Kanadyjczyka Aleksa Boisvert-Lacroix i o 0,25 Holendra Kaia Verbija.

- Sam się zastanawiam, czy jest możliwość perfekcyjnego przejechania dystansu. Chciałbym kiedyś minąć metę i powiedzieć: +tak, to było właśnie coś, na co czekałem latami+. Wciąż szukam optymalnego wejścia i wyjścia z wirażu i zdaję sobie sprawę, że jeszcze mogę urwać jakieś części sekundy. A ile dokładnie, nie mam pojęcia. To byłoby do określenia dopiero po biegu marzeń - stwierdził.

Waś przyznał, że nigdy sobie nie wyznacza celów wynikowych przed kolejnymi startami. Unika myślenia o podium, o zwycięstwach, bo - jak twierdzi - w żaden sposób takie postępowanie nie przybliży go do medali.

- Jesteśmy już w Heerenveen, gdzie od piątku do niedzieli znów będziemy walczyć o pucharowe punkty. Co mi da myślenie o tym, że znów chciałbym być w najlepszej trójce. Może mnie to jedynie rozpraszać. Najważniejsze, aby dobrze technicznie przejechać dystans, a na pewno będzie efekt w postaci dobrego czasu i miejsca. Inne podchodzenie do rywalizacji jest zgubne - dodał.

Od września wiele tygodni Waś spędził na treningach w USA i Kanadzie, potem tylko na dzień wrócił do Polski, by szybko przepakować walizki i przenieść się do Inzell. To doskonale znane mu miejsce, gdyż przez parę sezonów przebywał w tamtejszej akademii łyżwiarskiej.

- Wierzę, że najlepsze przejazdy jeszcze przede mną. W poprzednim sezonie w trzech z czterech startów w Heerenveen zajmowałem drugie miejsce, najczęściej przegrywając tylko z rekordzistą Świata Rosjaninem Pawłem Kuliżnikowem - powiedział.

Z powodu choroby Kuliżnikow nie startował w Inzell, ale prawdopodobnie już wystąpi w Holandii.

- Nie mam żadnego kompleksu Rosjanina. Myślami również staram się nie wybiegać za daleko w przyszłość. Koncentruję się tylko i wyłącznie na jak najlepszej jeździe tu w Heerenveen. Znam swój organizm, znam swoje możliwości, choć przyznaję, że trener Jeremy Wotherspoon ciągle pozytywnie mnie zaskakuje. Dostrzega takie niuanse w moich biegach, których chyba nikt inny by nie zauważył - zakończył.