Okazuje się, że z tych, którzy do Polski nie przyjadą można stworzyć dwie bardzo mocne siódemki. Jak wypadłaby taka kadra w konfrontacji z uczestnikami polskiego turnieju? W oczekiwaniu na rozpoczęcie Euro spróbujmy wyobrazić sobie występ na parkiecie jednego z czterech polskich miast takiej oto ekipy...  


BRAMKA:
Silvio Heinevetter (Niemcy, Fuchse Berlin)
Petr Stochl (Czechy, Fuchse Berlin)

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w Berlinie zgromadzili bramkarzy, którzy ramię w ramię będą ruszali ze stolicy Niemiec na wielkie imprezy. Tym razem nie ruszy żaden.

Niesamowicie doświadczony Stochl, który w tym roku będzie obchodził 40. urodziny, do Polski nie przyjedzie, bo nie przyjedzie do nas jego drużyna. Reprezentacja Czech w grupie eliminacyjnej rywalizowała z Francją, Macedonią i Szwajcarią. Macedończycy i Czesi po planowych zwycięstwach ze Szwajcarami i równie spodziewanych porażkach z Francuzami rozstrzygali sprawę awansu między sobą. Decydujący okazał się mecz ostatniej kolejki w Skopje. Macedonia wygrała 32:28.

 

                                       Silvio Heinevetter (fot. Jakub Piasecki/Cyfrasport)


Heinevetter z kolei pierwszy raz od kilku lat nie zmieścił się w drużynie narodowej. Islandzki selekcjoner Niemców Dagur Sigurdsson zdecydował o zabraniu na Euro dwóch bramkarzy: solidnego Carstena Lichtleina i będącego w fantastycznej formie Andreasa Wolffa. Zdolny do rzeczy wielkich, ale zarazem ekscentryczny i nieprzewidywalny zarówno w dobrym, jak i złym znaczeniu tego słowa, Heinevetter do Wrocławia nie przyjedzie. Trochę szkoda, bo to postać wyjątkowo barwna...


LEWE ROZEGRANIE:
Filip Jicha (Czechy, FC Barcelona)
Momir Ilić (Serbia, MKB Veszprem)

Powiedzieć, że Filip Jicha to gwiazda, to nic nie powiedzieć. Fenomenalnie zdolny, nadzwyczajnie wszechstronny, najlepszy piłkarz ręczny świata 2010 latem zamienił wielką Kilonię na nie mniejszą Barcelonę. Ale nawet jemu coraz trudniej w pojedynkę ciągnąć reprezentację Czech do wielkich turniejów. W trakcie eliminacji do polskiego Euro dodatkowo narzekał na kontuzje, zabrakło go między innymi w kluczowym meczu z Macedonią. Kto wie, może z Jichą w składzie Czesi poradziliby sobie w Skopje...

                                       Momir Ilić (fot. Jakub Piasecki/Cyfrasport)

Momir Ilić, od lat niepodważalny lider reprezentacji Serbii ogłosił zakończenie reprezentacyjnej kariery. A potem powiedział, że się jeszcze zastanowi. Efekt tych rozmyślań mieliśmy poznać w listopadzie. Następnym terminem był grudzień. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wielki "Momo" trochę hamletyzował, ale trzeba też zaznaczyć, że i jego organizm coraz częściej domaga się odpoczynku. Ostatecznie kolejna kontuzja ułatwiła podjęcie decyzji. Ilicia w Polsce nie zobaczymy. I akurat tej straty - biorąc pod uwagę, że z Serbami gramy pierwszy mecz na Euro - bardzo nie żałujemy.


ŚRODEK ROZEGRANIA:
Andy Schmid (Szwajcaria, Rhein Neckar Loewen)
Grzegorz Tkaczyk (Polska, Vive Tauron Kielce)

Takie historie kojarzymy z futbolu. George Best, George Weah, Ryan Giggs... Geniusze, którzy mieli nieszczęście urodzić się w kraju, w którym pod względem skali talentu nikt im do pięt nie dorastał. A to jednak poważna przeszkoda na drodze do sukcesu w sportach zespołowych. Podobny los stał się udziałem Andy'ego Schmida. Genialny rozgrywający od kilku lat jest gwiazdą Rhein Neckar Loewen. Dwa ostatnie sezony kończył z nagrodą MVP Bundesligi, innymi słowy: dość zgodnie uznany został najlepszym zawodnikiem najlepszej ligi świata. A potem przyjeżdża na zgrupowanie reprezentacji, spotyka mniej zdolnych kolegów i zaczyna się... W eliminacjach polskiego Euro sześć meczów - sześć porażek.

                                       Andy Schmid (fot. Łukasz Grochala/Cyfrasport)
 
W naszej reprezentacji nieobecnych jedno miejsce rezerwujemy dla Grzegorza Tkaczyka. Jego powrót po latach do drużyny narodowej mógł być wydarzeniem Euro. Najwybitniejszy polski środkowy rozgrywający ostatniej dekady miał w awaryjnej sytuacji pomóc kolegom osiągnąć sukces. Biorąc pod uwagę klasę, umiejętności, doświadczenie, charyzmę Tkaczyka, nie ma wątpliwości - pomógłby na pewno. Jednak nie pomoże. Kontuzja, operacja, kilka miesięcy przerwy. Na pocieszenie: obecność Grześka przez całe Euro w studiu Polsatu Sport.


PRAWE ROZEGRANIE:
Jerome Fernandez (Francja, Aix en Provence)
Marko Vujin (Serbia, THW Kiel)

O tym, że na prawym rozegraniu nie trzeba mieć zawodnika leworęcznego przez lata przekonywali Francuzi. Jerome Fernandez radził sobie na tej pozycji wybornie, ale też zawodnik to wyborny ponad wszelką wątpliwość. Dwukrotny mistrz olimpijski, czterokrotny (!) mistrz świata, trzykrotny mistrz Europy. Jakiś czas temu 39-letni Fernandez zrezygnował z gry w kadrze, ustępując miejsca młodszym. A potem do niej powrócił właśnie w ramach ...odmładzania zespołu. Paradoks to tylko pozorny. Fernandez, autorytet niekwestionowany, miał pomóc młodym wejść do drużyny narodowej, służyć radą, dobrym słowem. Taki plan miał selekcjoner Claude Onesta. Plan nie wypalił. Fernandeza z polskiego Euro wyeliminowała kontuzja.

                                         Jerome Fernandez (fot. Łukasz Grochala/Cyfrasport)

A dlaczego na Euro nie zagra Marko Vujin? Cóż, to jedna z większych tajemnic Euro 2016. Zrezygnowano z niego, czy on sam zrezygnował? A jeśli sam, to dlaczego? Bo wcześniej rozbrat z kadrą ogłosił Momir Ilić? A może absencji dwóch serbskich gwiazd nie należy ze sobą wiązać? Według wersji oficjalnej Vujina nie powołał trener Dejan Perić; z powodów wyłącznie sportowych. Ale czy rzeczywiście z powodów wyłącznie sportowych dla Vujina zabrakło miejsca nawet w szerokiej 28-osobowej kadrze na mistrzostwa? Hmm... Jedno pozostaje bezsporne. Kibice w Krakowie nie zobaczą na własne oczy jednego z najskuteczniejszych leworęcznych zawodników świata.


LEWE SKRZYDŁO:
Uwe Gensheimer (Niemcy, Rhein Neckar Loewen)
Nemanja Ilić (Serbia, Fenix Tuluza)

Na selekcjonera reprezentacji Niemiec Dagura Sigurdssona spadają ostatnio straszne ciosy. Jednym z bardziej bolesnych była z pewnością wieść o kontuzji Uwe Gensheimera. Gwiazda i kapitan drużyny narodowej, czołowy skrzydłowy świata nabawił się urazu ścięgna Achillesa w jednym z grudniowych spotkań Bundesligi. - Jestem smutny i rozczarowany, tym bardziej, że w Rhein Neckar Lowen i reprezentacji jesteśmy na dobrej drodze. To boli, że nie będę mógł towarzyszyć swoim zespołom - mówi Gensheimer, który latem zamieni Lwy na Paris Saint Germain.

                                       Uwe Gensheimer (fot. Jakub Piasecki/Cyfrasport)

We Francji gra już za to Nemanja Ilić. I to jak gra! Serbski skrzydłowy klubu Fenix Tuluz skończył 2015 rok na drugim miejscu w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców ligi francuskiej, ustępując jedynie Mikkkelowi Hansenowi z PSG. Nemanja Ilić złamał palec podczas rozegranego 29 grudnia meczu towarzyskiego z Rumunią (zakończonego remisem 30:30). Po badaniach okazało się, że konieczny będzie zabieg chirurgiczny i kilkutygodniowa przerwa...


KOŁO:
Igor Vori (Chorwacja, PSG)
Patrick Wiencek (Niemcy, THW Kiel)

Reprezentacja Chorwacji kilka lat temu była obok Francji, Danii i Hiszpanii zaliczana do wielkiej czwórki światowego handbalu. Była murowanym faworytem do strefy medalowej kolejnych wielkich imprez. Ale lata lecą i chorwackie gwiazdy kończą reprezentacyjną karierę (Dżomba, Balić, Lacković) albo grają coraz słabiej, jak Cupić czy właśnie Vori. - To już nie jest stary, dobry Vori. To po prostu stary Vori - podsumował obecną formę obrotowego jeden z chorwackich dziennikarzy. Żeljko Babić ikony chorwackiej piłki ręcznej na Euro nie powołał. I nikt specjalnie nie protestuje.

                   Igor Vori (fot. Michał Stańczyk/Cyfrasport)

O ciosach spadających na głowę trenera Dagura Sigurdssona już było? No to pora na kolejny, choć chronologicznie jeden z pierwszych. Patrick Wiencek, podstawowy obrotowy reprezentacji Niemiec już na początku października podczas meczu Ligi Mistrzów zerwał więzadła krzyżowe w prawym kolanie. I stało się jasne, że Niemcy w grupie śmierci - z Hiszpanią, Szwecją i Słowenią - będą musieli radzić sobie bez absolutnie najlepszego obrotowego. Wtedy islandzki selekcjoner nie wiedział jeszcze, że do Polski nie przyjedzie żaden zawodnik z podstawowego ustawienia pierwszej linii.


PRAWE SKRZYDŁO:
Patrick Groetzki (Niemcy, Rhein Neckar Loewen)
Robert Weber (Austria, Magdeburg)

Gensheimera i Wiencka w naszej drużynie nieobecnych gwiazd już umieściliśmy. Pora na trzeciego z pierwszego składu reprezentacji Niemiec. Patrick Groetzki złamał kość strzałkową w meczu Bundesligi z THW Kiel tuż przed świętami Bożego Narodzenia. W ten sposób dopełnił się najczarniejszy scenariusz dla trenera Sigurdssona. Pierwszą linię musi wymyślić od nowa. Pytanie, czy będzie w stanie. To przecież ze względu na duet Groetzki - Gensheimer od lat mówi się, że najgroźniejszą bronią niemieckiej kadry są skrzydłowi...

                                           Patrick Groetzki (fot. Michał Stańczyk/Cyfrasport)

A propos świetnych skrzydłowych. Takim duetem mogą też pochwalić się Austriacy. W klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców Bundesligi sezonu 2014/2015 reprezentanci tego kraju zajęli ...dwa pierwsze miejsca! Raula Santosa z Gummersbach wyprzedził jedynie Robert Weber. Prawoskrzydłowy Magdeburga w poprzednich rozgrywkach trafił do bramki 271 razy. W obecnych rozgrywkach ze 120 golami zajmuje piąte miejsce. Ale na samych skrzydłach, nawet najlepszych, do sukcesu się nie doleci. A że pozostali reprezentanci Austrii nie mogą równać się z duetem Santos - Weber, to i w grupie eliminacyjnej z Niemcami i Hiszpanią Austriacy byli bez szans.


Liczba, wielkość, blask gwiazd, które do Polski nie przyjadą robi wrażenie. Na szczęście jeszcze większe robi lista tych, które przyjadą. Bo przyjedzie ich jeszcze więcej, jeszcze jaśniej świecących. Jako się rzekło, Euro 2016 to będzie uczta dla kibiców piłki ręcznej!