Zapowiadał się jeden, a przyszło trzech plus operator. Wizyta jednak natchnęła mnie do napisania tekstu, który ma być skromną cegiełką dołożoną do marzenia, które przywiodło tych chłopaków do Warszawy. I które powoduje, że regularnie grają - na razie głównie na halach. Bo potrzebują band. Bo po prostu nie widzą. "Blind Football - ta nazwa się przyjęła" - mówi Marcin Ryszka - "Myślę, że każdy rozumie, że chodzi o futbol i... niewidomych". Ryszka na co dzień po ulicy porusza się z białą laską. Zupełnie nie widzi. Piotr Niesyczyński i Mateusz Krzyszkowski trochę widzą. Ryszka zaznacza: "Staramy się rozwijać naszą pasję, ale... nikogo nie chcemy naciągać. Wiem, że najpierw musimy pokazać naszą determinację, a z czasem znajdą się ludzie życzliwi".

 

Zaczęli grać w 2008 roku. W styczniu 2015 roku sformalizowali działania, zakładając klub "Tyniecka nie widzę przeszkód" Kraków. Ryszka wspomina: "Przez lata uprawiałem pływanie. Byłem nawet na Igrzyskach Paraolimpijskich. Jednak moją pasją jest futbol". Zaskakująco wiele wie i czuje - widać, że na co dzień żyje piłką. "Gdy pływałem, to nie bardzo mogłem trenować piłkę. Teraz już wykorzystuję każdą wolną chwilę" - opowiada. Na razie trenuje ich regularnie w Krakowie kilkunastu - pod okiem trenera Mateusza Stawarza. Podobna grupa jest we Wrocławiu, ale mają do dyspozycji bandy, które ufundowała UEFA - z okazji finałów EURO 2012. "Nam tych band brakuje, bardzo brakuje" - mówi Ryszka - "Zajęcia na hali, to nie to samo".

 

 

Schemat boiska "blind footballu"... "Bandy też grają" - śmieje się Marcin Ryszka...

 

Oglądałem mecz "blind footballu" w maju 2015 roku - za Bramą Brandenburską w Berlinie zbudowane zostało specjalne boisko. Przy okazji finału Ligi Mistrzów UEFA chciała przybliżyć sympatykom piłki z całego świata rozgrywki, które wśród niewidomych cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Boisko o wymiarach 20 na 40 metrów - z boku ustawione są bandy o wysokości 115 centymetrów. "Bandy też grają" - śmieje się Ryszka - "Służą płynności gry, bez nich to nie to samo - nie pozwalają stale uciekać piłce poza boisko" Są trzy sfery wzdłuż tych band - obronna, środkowa i ataku. Na boisku znajduje się po pięciu graczy z obu stron. Bramkarz, który widzi i czterech piłkarzy z pola, którzy grają w specjalnych goglach, zasłaniających oczy. Najczęściej taktyka to dwóch obrońców i dwóch atakujących albo dwóch obrońców, rozgrywający i napastnik. Piłkarze z pola w "strefie obronnej" otrzymują instrukcje od bramkarza. W "strefie środkowej" może już pomagać głosem trener. A w "strefie ataku" - za bramką rywala - znajduje się tak zwany "przewodnik", który ma nakierować atakujących. "Znajduje się dokładnie za bramką - już nawet skąd dociera jego głos stanowi dla nas wskazówkę" - relacjonuje Marcin.

 

 

Niezwykły mecz pod Bramą Brandenburską - UEFA promowała "blind football" przed finałem Ligi Mistrzów pomiędzy Barceloną a Juventusem...

 

W ubiegłym roku reprezentacja Polski w "blind footballu" zadebiutowała na mistrzostwach Europy w Anglii. Dostali "dziką kartę". Rozegrali pięć spotkań i nawet odnotowali pierwsze historyczne zwycięstwo na EURO - z Grecją. Kiedy przyszli do mnie, pokazują na laptopie historyczną bramkę Martina Junga. Widać, jaka duma ich rozpiera. Zaczęło się od dziesięciu piłek przekazanych kilka lat temu - specjalnych piłek, które "grzechoczą". Tak zaczęła się ich pasja do piłki, którą chcą rozwijać. Tylko to boisko... To wymarzone boisko z bandami...