W trzeciej rundzie Janković pokonała bardzo pewnie reprezentantkę gospodarzy CoCo Vandeweghe 6:0, 6:1. Trzecia w rankingu WTA Radwańska zmierzyła się dotychczas z 20. w tym zestawieniu Serbką dziewięciokrotnie. Sześć razy lepsza była Polka, która rozstrzygnęła na swoją korzyść m.in. ostatnią ich konfrontację - w 1/8 finału ubiegłorocznego Wimbledonu.

27-letnia zawodniczka, która urodziła się i wychowała w Krakowie, na otwarcie miała "wolny los", w drugiej rundzie wygrała po zaciętym i emocjonującym spotkaniu ze Słowaczką Dominiką Cibulkovą (w trzecim secie "Isia" przegrywała 2:5, ale obroniła piłkę meczową), a w niedzielę wyeliminowała Rumunkę Monicę Niculescu 6:2, 6:1.

- Grałam z Moniką dwa tygodnie temu w Dausze i to mi pomogło. Wiedziałam, czego się spodziewać. Ona jest trochę inną zawodniczką niż inne. Nigdy nie gra się z nią łatwo. To trudna przeciwniczka. Wiedziałam, że muszę być cierpliwa. To najważniejsze w tego typu meczach. Staram się grać swój tenis. Cieszę się, że wygrałam w dwóch setach - podsumowała podopieczna Tomasza Wiktorowskiego.

W pojedynku z Rumunką po raz kolejny zaprezentowała wiele efektownych zagrań. Mecz obserwowała zachwycona grą Radwańskiej Belinda Bencic, która prosiła Polkę o więcej popisów.

- Dlaczego od raz nie damy Agnieszce nagrody za "hot shota"? - napisała na portalu społecznościowym Szwajcarka.

Polka przyznała, że podczas meczu wszystko dzieje się tak szybko i zazwyczaj w każdym turnieju notuje kilka popisowych uderzeń i przeważnie po kilku miesiącach o nich zapomina.

- To bardziej reakcja niż zaplanowane działanie. Dobrze byłoby mieć w internecie zbiór tych najlepszych, by móc ponownie obejrzeć, co zrobiłam. Mam kilka swoich ulubionych "hot shotów". Należy do nich na pewno kilka zagrań z meczu z Robertą Vinci w Dausze, kilka z mastersa w Singapurze - zaznaczyła z uśmiechem.