Marek Kleitz: Legia Warszawa to jest magnes. Gdzie się nie pojawia, trybuny pękają w szwach. W Bydgoszczy mieliśmy teatr, słychać było niemal każde dotknięcie piłki. Co się dzieje?

 

Radosław Osuch: Były około dwóch i pół tysiąca ludzi, nie jest to dużo. Pierwszy mecz przegraliśmy 0:4, to też niestety spowodowało, że ten rewanż nie był aż takim magnesem dla wszystkich. Powinno być przynajmniej dwa razy tyle ludzi. Generalnie bolączką pierwszej ligi jest to, że przychodzi mało ludzi na stadiony. Mamy chyba piątą oglądalność. Ciągle się mówi o Zawiszy, że mało i mało, ale jeździmy na mecze, gdzie przychodzi po 700 kibiców. U nas oczywiście dochodzą pewne specyficzne rzeczy. Nie jest to jednak główny problem naszego klubu.

 

Nie ma konfliktu pomiędzy prezesem a kibicami?

 

Nie ma i tego konfliktu nigdy nie było. Są dwa rozwiązania. Albo oddasz, jak większość polskich klubów, władzę kibolom. Niestety, to się dzieje i wygląda dramatycznie. Albo stawiasz na swoim w tym sensie, że jest to spółka akcyjna i muszą tu urządzić odpowiedni ludzie. Nie może być tak, że polskimi klubami będą rządzili kibice. To się zdarza praktycznie tylko w Polsce. Trudno, każdy się z tym godzi. Nie było konfliktu. Konflikt polega na tym, że albo oddam władzę w klubie, albo będę dalej twardo rządził.

 

Miał być szybki powrót do Ekstraklasy. Zawisza Bydgoszcz jest trzeci w tabeli, ale przewaga Arki Gdynia i Wisły Płock jest ogromna. Czy to jest teraz opłacalne dla prezesa?

 

Dziewięćdziesiąt procent klubów, które spadają z Ekstraklasy, przestaje istnieć albo gra po czwartych ligach. Widzew, ŁKS, Odra Wodzisław, Polonia Warszawa, Polonia Bytom… Myślę, że jak na mały klub, będąc na trzecim miejscu, porównajmy to z Bełchatowem. Gdzie oni są, mając wielkiego sponsora? Każdy wymaga cudów od Zawiszy nie dając praktycznie nic w zamian. Oczywiście mam pomoc miasta. Pomoc jest adekwatna do ligi, w której gramy, ale wszystko jest na moim utrzymaniu. I tak się cieszę, bo mamy trzecie miejsce, bo moglibyśmy być na osiemnastym miejscu. Co byście wtedy mówili? Oczywiście, strata punktowa jest duża i mamy pięć procent szans na awans, czyli bardzo mało. To mnie martwi.

 

Cała rozmowa z Radosławem Osuchem w załączonym materiale wideo.