Szymon Rojek: Mamy tu sporą część rodziny Wiśniewskich. Może Adam przedstawisz?

Adam Wiśniewski: Są ze mną najstarszy syn Bostjan, jest Lilianka, a Milan dopiero się obudził, bo przespał cały mecz i biega gdzieś tam po boisku. Niech się wybiega, bo jeszcze podróż do domu czeka, to sobie wtedy przyśnie.

Humory dopisują. Nic dziwnego - postawiliście kropkę nad i. Ale wcale nie było łatwo. Mogło się wydawać, że ten mecz z Tunezją powinien mieć najniższą temperaturę, a kto wie, czy nie miał najwyższej ze wszystkich tutaj.

Zdawało się, że to będzie najłatwiejszy mecz, ale Tunezja pokazała charakter. My z kolei zagraliśmy obroną 3-2-1, której cały czas się uczymy.

Tałant Dujszebajew chwalił was za zaangażowanie, za podejście, za wynik, ale dodał także, że jeszcze sporo jest do poprawy. Przede wszystkim w organizacji gry w ataku pozycyjnym.

Tak, to na pewno obszar, w którym czeka nas jeszcze sporo nauki. A przede wszystkim dwóch naszych nowych środkowych - oni o tym wszystkim decydują, oni kierują całą grą i odpowiadają nie tylko za siebie, ale za cały zespół.

To już koniec tych horrorów? Przyzwyczailiśmy się, że wygrywacie mecze na luzie, jedną bramką, a na tym turnieju mieliście wszystko pod kontrolą.

Oczywiście, życzylibyśmy sobie cały czas takich wygranych czteroma, pięcioma bramkami, ale jedziemy na igrzyska i wiadomo, że tam będą mecze na styku. Do końca będzie się decydowało, kto wygra, kto przejdzie dalej. Także na pewno będą jeszcze horrory. (śmiech)

Zapytajmy więc najmłodszego eksperta: jak myślisz, tata przywiezie z Rio medal olimpijski?

Bostjan Wiśniewski: Nie wiem...

Rozmowę z familią Wiśniewskich obejrzysz w załączonym materiale wideo.