Krzysztof Wanio: Patrząc na Ciebie miało się wrażenie, że wspomnieć czar Cię dopadł. Ostatni tytuł mistrzowski w Kędzierzynie-Koźle jeszcze pod szyldem Mostostalu został wywalczony w 2003 roku. Teraz ten tytuł po trzynastu latach jest blisko.

 

Paweł Papke: Rzeczywiście! W pierwszych dwóch finałowych starciach grała tylko jedna drużyna i to trochę mnie martwi. Również w Resovii spędziłem fajne lata swojej kariery. Mam duży sentyment do obydwu tych klubów.

 

Jak wyjaśnisz kiepską postawę rzeszowian?

 

Złamali się po nieudanych meczach w Final Four Ligi Mistrzów. Nie wiem zabrakowało im do wywalczenia trzeciego miejsca i chyba wciąż w nich to siedzi. Fizycznie nie wyglądali źle, ale mentalnie byli jakby gdzieś indziej. Jako człowiek odpowiadającym za polską siatkówkę martwi mnie to, bo chciałbym oglądać widowiska pięciosetowe. Marzą mi się emocjonujące końcówki, a nie szybkie pojedynki zakończone wynikiem 3:0. Jednostronne spotkania nie wpływają dobrze na budowanie naszej siatkówki.

 

Gdy patrzy się na ZAKSĘ to przypomina się Mostostal sprzed lat, który był maszyną. W grze kędzierzynian widać również podobieństwo do Skry Bełchatów, która seryjnie zdobywała tytuły mistrza Polski.

 

Duże słowa uznanie dla Ferdinando De Giorgi i Sebastiana Świderskiego, bo stworzyli naprawdę wyrównany zespół. Mieli troszkę łatwiej, ponieważ nie grali w rozrywkach europejskich, więc mieli więcej czasu na odpoczynek. Mogli spokojnie przygotowywać się do kolejnych pojedynków. ZAKSA gra najrówniej w tym sezonie oraz, że tak powiem jest najzdrowsza. Omijały ich kontuzje, a dodatek Francuzi, którzy dołączyli przed sezonem świetnie się odnaleźli w nowym zespole.

 

Całą rozmowę z prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej - Pawłem Papke zobaczcie w materiale wideo.