Polka od połowy pierwszej odsłony kontrolowała jej przebieg. Bardzo dobrze też zaczęła drugą partię - prowadziła w niej 3:0 i wydawało się, że szybko zapewni sobie awans. Po chwili jednak straty zaczęła odrabiać Garcia i zrobiło się nerwowo. - Mogło się to inaczej potoczyć, gdyby doszło do tego trzeciego seta, więc pierwsze co powiedziałam to, że dobrze, iż zamknęłam to w dwóch. Prowadziłam w drugim, ale w sumie to był jeden break, więc nie aż tak dużo, tym bardziej na korcie ziemnym. Końcówka była troszkę nerwowa i wszystko się mogło zdarzyć, ale najważniejsze, że te dwa sety i ostatni gem wygrane przeze mnie - podsumowała na konferencji prasowej Radwańska.

 

Jak dodała, przewaga 3:0 jest nieco myląca. - Wydawałoby się, że już nic się nie wydarzy, a jak mówiłam to jest tylko jeden +break+ i jeszcze wszystko się może zdarzyć. Nie ma czegoś takiego jak wygrany mecz przy takiej przewadze, bo wygrany mecz jest dopiero po meczbolu - zaznaczyła.

 

Oceniła, że w najważniejszych momentach czasem zabrakło jej pomocy ze strony serwisu. "Dlatego ten ostatni gem serwisowy mi uciekł przy stanie 5:3. Ale tak poza tym to chyba nic nie mogę sobie zarzucić. Wydaje mi się, że to był bardzo dobry mecz. Grałam solidnie swoje" - analizowała.

 

Podopieczna Tomasza Wiktorowskiego podkreśliła, że jest różnica między jakością kortów treningowych i tymi z kompleksu im. Rolanda Garrosa. Dodatkowo wśród samych obiektów, na których toczy się rywalizacja, jedne są wolniejsze, a drugie szybsze. Zwróciła uwagę, że korty treningowe w Paryżu znajdują się poza obiektem. - To jest wręcz dziwne, żeby rozgrzewki nie mieć na obiekcie, na którym potem odbywa się mecz. Miejmy nadzieję, że się coś zmieni, bo w porównaniu do innych Wielkich Szlemów ten bardzo odstaje - zastrzegła.

 

Jej kolejną rywalką będzie rozstawiona z numerem 30. Czeszka Barbora Strycova. Zmierzyły się dotychczas cztery razy i za każdym razem lepsza była Polka. Wiceliderka listy WTA stara się jednak nie wybiegać za daleko w przyszłość. - Oczywiście każdy celuje w zwycięstwo, ale staram się nie myśleć o tym, co chcę tu osiągnąć. Skupiam się na kolejnym meczu i teraz po prostu cieszę się z awansu do trzeciej rundy. Na pewno nie będzie łatwiej. Barbora gra świetny tenis, zwłaszcza na trawie. Może teraz zagram na mniejszym korcie, może nie. Trudno przewidzieć też porę. Tym bardziej, że nie ma tu nocnych sesji. Oczywiście wolałabym nie wstawać też o 7 rano, ale jak będzie trzeba, to trudno - zaznaczyła z uśmiechem.

 

Jej zdaniem w pierwszej kolejności na obiektach French Open przydałby się nie dach, a właśnie światła, by rywalizacja mogła się toczyć do późna. - Jest pogoda, a ktoś nie dokończy meczu, bo jest ciemno. Ktoś dokończyłby seta i automatycznie miał potem wolne, a nie na drugi dzień rozgrzewka, znów rutyna meczowa i nie ma tak naprawdę kiedy odpocząć. Najpierw przydałyby się więc światła, a potem dach. Podobno organizatorzy myślą o dachu i nocnych sesjach. Byle to było za mojej epoki - dodała ze śmiechem.

 

Jak przyznała, sama czuje się nadal krakuską, choć trenuje i ma mieszkanie w Warszawie. - Warunki treningowe mam o wiele lepsze w stolicy. Pomieszkuję w Warszawie, a po zakończeniu kariery będzie można powiedzieć, że mieszkam gdzieś - podsumowała.

 

Po raz kolejny zapytano ją o tegoroczny pomysł z ograniczeniem listy startów. Radwańska przypomniała, że jest to myślenie długofalowe, a w tym sezonie dodatkowo poza czterema turniejami wielkoszlemowymi dochodzą igrzyska. - Gdyby ktoś zapytał mnie pięć lat temu, to czułabym się pewnie dziwie, nie grając setki spotkań. Ale teraz to inna historia. Doświadczenie jest tu kluczową i przydatną sprawą. Teraz dwa, trzy tygodnie w trakcie sezonu spędzone w domu nie są dla mnie przerażające. Mogą tylko pomóc - podkreśliła.

 

Dodała też, że z drugiego miejsca w rankingu WTA z jednej strony jest blisko do pierwszej pozycji, ale z drugiej nie aż tak bardzo. Zapewniła, że zrobi wszystko, by znaleźć się na czele zestawienia.