Przed etapem ustaliśmy, że jeśli odjedzie duża ucieczka, to ktoś z naszej ekipy musi tam być. Tak się ułożyło, że to mi udało się załapać do czołówki - opowiadał Nikolay Mihaylov. - Peleton nie był zainteresowany pogonią, więc jechaliśmy swoje i przez długi czas utrzymywaliśmy przewagę na poziomie ok. 10 minut. Podczas jazdy mocno motywował mnie dyrektor sportowy, który powtarzał, że wierzy we mnie i że mam szansę na zwycięstwo nie tylko na etapie, ale też w generalce. Starałem się jechać ekonomicznie, oszczędzać nogę na końcówkę. Na przedostatnim podjeździe rywale zaczęli atakować, ale ja nie reagowałem na te próby sam, tylko jechałem „po kole”.

Gdy rozpoczęło się finałowe wzniesienie zdecydowałem się na solową akcję. Czułem się bardzo dobrze na całym podjeździe i udało się na szczycie wypracować taką przewagę, która da mi na jutrzejszej czasówce sporo komfortu i spokoju. Wyścig wygrywa się dopiero na kresce ostatniego etapu, ale wierzę, że z takim zapasem i taką drużyną jestem w stanie dowieźć prowadzenie do końca. Teraz bardzo istotne jest zachowanie koncentracji i nie popełnienie żadnego poważnego błędu.

Sibiu Cycling Tour to wyścig, w którym zawsze prezentowałem się z dobrej strony. Co roku jestem w tym okresie w wysokiej dyspozycji i co roku czuję się tutaj mocny. Cieszę się, że również tym razem tak jest.

Ucieczka z udziałem Mihaylova uformowała się po ok. 15 kilometrach i znalazło się w niej 13 kolarzy. Poza Bułgarem jechali w niej Alex Turrin (Unieuro Wilier), Richard Handley (One Pro Cycling), Giacomo Berlato, Yuma Koishi (obaj Nippo - Vini Fantini), Luis Lemus, Daniel Turek (Cycling Academy), Mathias Skov-Jensen (Team Soigneur - Copenhagen Pro Cycling), Francesco Gavazzi (Androni Giocattoli - Sidermec), Nicola Genovese (d'Amico - Bottecchia), Ruben Ramos (Tusnad Cycling Team), Derk Abel Beckeringh and Thijs van Beusichem (obaj Parkhotel Valkenburg CT).

Jako, że dystans do pokonania był długi i wiele zespołów miało swojego przedstawiciela w odjeździe, niewiele drużyn było skłonnych do prowadzenia pościgu. Również współpraca w czołówce bardzo dobrze się układa, dzięki czemu przewaga Mihaylova i reszty atakujących ciągle rosła. 35 kilometrów przed metą wynosiła aż 13:30.

W tym momencie praktycznie pewnym było, że zwycięzca wyłoniony zostanie z ucieczki. Na prowadzącym do mety podjeździe pod Paltinis grupka się rozsypała, a Mihaylov nie czekał długo z atakiem i ruszył na początku wzniesienia. Odjechał samotnie i później już tylko powiększał przewagę nad rywalami.

Podobnie jak Jan Hirt w Tour of Austria kilka dni wcześniej, bułgarski zawodnik CCC Sprandi Polkowice także mógł cieszyć się na szczycie zarówno ze zwycięstwa na "królewskim" etapie, jak i objęcia prowadzenia w klasyfikacji generalnej. Drugi z prawie 4-minutową przewagą był Gavazzi, a trzecie miejsce zajął Beckeringh.

Davide Rebellin oraz inni przedwyścigowi faworyci zakończyli wspinaczkę ponad 13 minut po Mihaylovie, zatem w grze o końcowe zwycięstwo jest już tylko kilku kolarzy.

Jutro rozegrana zostanie górska czasówka do Balea Lac. Jako, że Mihaylov znany jest ze swoich umiejętności jazdy na czas i jak dzisiaj pokazał jazdy po górach, będzie miał okazję powiększyć swój zapas nad rywalami.