Ten sezon w MotoGP to prawdziwa petarda. W ostatnich siedmiu wyścigach zobaczyliśmy siedmiu różnych zwycięzców, co nigdy wcześniej nie zdarzyło się w historii królewskiej klasy. Na kolejny przystanek tej szalonej, motocyklowej karuzeli nie trzeba było dużo czekać. Tydzień po zmaganiach na brytyjskim Silverstone wszyscy są już w Misano, gdzie w ten weekend czeka nas trzynasta odsłona tegorocznej rywalizacji.

 

Leżący tuż przy słynnych plażach włoskiego Rimini, tor Misano zniknął z kalendarza w 1993 roku po wypadku, w którym sparaliżowany został ówczesny mistrz świata, Wayne Rainey. Dziesięć lat temu odwrócono jednak kierunek jazdy, co pozwoliło najszybszym motocyklistom globu wrócić w okolice słynnych wakacyjnych kurortów. Z uwagi na fakt, że Grand Prix Włoch odbywa się przecież na słynnym Mugello, rywalizacja w Misano nosi nazwę pobliskiego San Marino, co nie jest pierwszym takim przypadkiem w historii wyścigów na dwóch czy czterech kołach. Co więcej, jak potwierdzono w czwartek, runda ta zostaje w kalendarzu przynajmniej do 2020 roku.

 

Misano, które po śmierci pochodzącego z okolicy Marco Simoncelliego – który pięć lat temu zginął podczas Grand Prix Malezji - nosi właśnie jego imię i również zapisało się na czarnych kartach motorsportu. To właśnie tutaj w 2010 roku zginął japoński zawodnik Moto2, Shoya Tomizawa. W ten weekend historia poniekąd zatoczyła jednak koło. Organizatorzy MotoGP symbolicznie wycofali z MŚ numer Simoncelliego, 58. Jednocześnie ojciec Marco, Paolo, potwierdził, że w przyszłym roku wystawi w najmniejszej kategorii MŚ Moto3 własny zespół, w którym na wzór swojego syna szkoli obecnie młodych zawodników w juniorskich MŚ.

 

Włoski tor, choć być może nie jest najciekawszym w kalendarzu MotoGP, to jednak słynie z bardzo widowiskowych i szybkich prawych łuków na końcu tylnej prostej i co roku dostarcza dobrego ścigania. Tak było chociażby rok temu, kiedy swoje trzy grosze dorzuciła pogoda, a zmienne warunki zafundowały nam jeden z najlepszych wyścigów sezonu. Podczas gdy na podium stanęli Marc Marquez (dwa pit-stopy), Bradley Smith (mimo deszczu nie zmieniał opon ani razu i w deszczu uparcie jechał na slickach) i Scott Redding (był trzeci choć po drodze zaliczył wywrotkę), Lorenzo zaliczył wywrotkę, a Rossi stracił niemal pewną wygraną po zbyt późnej zmianie motocykla.

 

Tym sposobem dochodzimy właśnie do „Doktora”, który w ten weekend do pracy mógłby chodzić na piechotę. Dziewięciokrotny mistrz świata mieszka dokładnie siedem kilometrów od toru i niedaleko prowadzi swoje słynne ranczo, a okolica to prawdziwe zagłębie zawodników wyścigowych. Ci, którzy nie pochodzą z pobliskich miejscowości, przeprowadzają się w te strony z innych regionów Włoch (jak np. Franco Morbidelli z klasy Moto2), korzystając z aury roztaczanej przez Rossiego i świetnej infrastruktury do treningu. Tym sposobem Grand Prix San Marino to domowy wyścig dla niemal całej włoskiej części padoku, a w końcu Włosi to w MŚ druga najliczniejsza nacja po Hiszpanach.

 

Rossi nie będzie miał jednak w ten weekend łatwego zadania. Po pierwsze świetnymi statystykami w Misano może popisać się jego zespołowy kolega, Jorge Lorenzo, którego na podium zabrakło tutaj tylko raz, po wywrotce sprzed roku. W ostrych hamowaniach szybki będzie z pewnością prowadzący w tabeli Marc Marquez, któremu pomoże nowa, twardsza przednia opona Michelin, przygotowana dla zawodników na ten weekend, z kolei brak długich prostych powinien pomóc Suzuki w nawiązaniu walki o kolejne zwycięstwo.

 

Jest jeszcze Ducati. Runda w Misano to nie tylko domowe zmagania dla włoskich zawodników, ale także dla tej słynnej, włoskiej marki, która właśnie ten obiekt mianowała swoim torem testowym i to właśnie tutaj organizuje coroczną imprezę World Ducati Week, która gromadzi na torze tysiące fanów czerwonych motocykli z Bolonii. Andrea Iannone i Andrea Dovizioso testowali tutaj zresztą dwa tygodnie temu, a to z pewnością da im przewagę. Pytanie, jak dużą.

 

Na korzyść „Doviego” może przemawiać także statystyka, od której zaczęliśmy. Ostatnie wyścigi to siedmiu różnych zwycięzców, także zaskakujących, jak młody Jack Miller czy charyzmatyczny Cal Crutchlow. Wśród tych, których zabrakło w tym roku na szczycie podium, najlepszymi „papierami” popisać się mogą Dani Pedrosa i właśnie Dovizioso. Czy to właśnie on, podobnie jak Maverick Vinales tydzień temu w Misano, okaże się czarnym koniem weekendu? Hondę mogą spowolnić problemy z przyspieszeniem z licznych, wolnych łuków. Suzuki nie na rękę mogą być bardzo wysokie temperatury, które mogą spowodować spadek przyczepności. Yamaha, jak pokazało Silverstone, także miewa w tym roku trudne dni. Czy wszystko to sprawi, że w bastionie Rossiego górą będą Włosi, ale nie w żółtych, a w czerwonych barwach? Przekonamy się już w ten weekend.

 

Bezpośrednie relacje z Grand Prix Włoch od piątku w Polsacie Sport News i na Polsatsport.pl.