Nawet bez swoich gwiazd Real Madryt udowodnił, że na swoim podwórku nie ma równych. Królewscy osłabieni brakiem chorującego Cristiano Ronaldo i leczącego uraz Garetha Bale'a rozprawili się z Espanyolem w Barcelonie 2:0. Sygnał do ataku dał Karim Benzema, który jeszcze w pierwszej połowie do siatki trafił ze spalonego - po drugiej stronie bardzo aktywny był Leo Baptistao, jednak Brazylijczyk pudłował z znakomitych sytuacjach.

Na szczęście gości wynik udało się otworzyć przed przerwą. "Do szatni" trafił James Rodriguez po świetnej indywidualnej akcji; tym samym Kolumbijczyk dał sygnał, że chce wrócić do łask Zinedine'a Zidane'a. W drugiej odsłonie Blancos starali się za wszelką cenę "zabić mecz" i wbić gola numer dwa.

To udało się aktywnemu przez całe spotkanie Benzemie, który zamknął akcję prawym skrzydłem Lucasa Vasqueza. Reprezentant Hiszpanii posłał płaskie dośrodkowanie, zaś Francuzowi pozostało precyzyjnie przyłożyć stopę. Dla Realu jest to czwarte ligowe zwycięstwo z rzędu w tym sezonie, a szesnaste ogółem - wyrównał tym samym rekord FC Barcelony, gdy na ławce trenerskiej był Pep Guardiola, zaś ewentualna wygrana w środę z Villarreal na Santiago Bernabeu pozwoli ustanowić nowy.

RCD Espanyol - Real Madryt 0:2 (0:1)

Bramki: James Rodriguez 45+2', Karim Benzema 71'

RCD Espanyol: Diego López; Javi López, David López, Óscar Duarte, Victór; Hernán Pérez, Diop, Marc Roca (82' Diego Reyes), Piatti (9' Vázquez); Baptistão, Gerard (66' Caicedo)

Real Madryt: Casilla; Carvajal, Pepe, Ramos, Marcelo; Casemiro (18' Kroos), Modrić, James (62' Isco); Asensio, Lucas Vázquez i Benzema (72' Morata)