Olympique Lyon po dwóch porażkach z rzędu pojechał na Stade Velodrome, by mierzyć się z jeszcze gorzej wchodzącą w nowy sezon Marsylią. Starcie, które dawniej było pojedynkiem na absolutnym szczycie we Francji tym razem było po prostu meczem między zespołami ze środka tabeli, nie umniejszało to jednak randze spotkania, od wielu lat będącego francuskim klasykiem.

Piłkarze obu drużyn nie zadbali jednak o wielkie emocje oddając zaledwie trzy celne strzały w całym meczu. Maciej Rybus do spółki z Rafaelem pełnili w zespole Bruno Genesio rolę wahadłowych, łączących zadania defensywne z ofensywnymi w ustawieniu 3-5-2. Polak rozpoczął z orkiestrą: po jego dośrodkowaniu już w dziesiątej minucie goście bliscy byli trafienia, nieznacznie jednak chybił Maxwel Cornet - o braku gola zgromadzonych na Velodrome poinformowała dopiero technologia goal-line.

Widowisko rozpoczęło się obiecująco, jednak temperatura z każdą minutą spadała. To nie przeszkodziło Rybusowi w sporej aktywności pod bramką Marsylii: w drugiej połowie Polak często próbował zaskoczyć Anthony'ego Lopesa, jednak jego strzały były niecelne. Mecz zakończył się podziałem punktów, zaś Rybus obok swojego vis a vis - Rafaela należał do najlepszych na placu gry.

 

 

Olympique Marsylia - Olympique Lyon 0:0

 

Marsylia: Yohann Pele; Hiroki Sakai, Tomas Hubocan, Doria, Henri Bedimo; William Vainqueur (74' Zinedine Machach), Andre-Frank Zambo Anguissa; Florian Thauvin (72' Clinton N'Jie), Aaron Iseka Leya (59' Remy Cabella), Buona Sarr; Bafetimbi Gomis

 

Lyon: Anthony Lopes; Mapou Yanga-Mbiwa, Nicolas N'Koulou, Jeremy Morel; Rafael da Silva, Jordan Ferri (84' Olivier Kemen), Lucas Tousart, Sergi Darder (78' Rachid Ghezzal), Maciej Rybus - Corentin Tolisso - Maxwel Cornet (89' Aldo Kalulu)