ZAKSA to jedyny zespół w PlusLidze, który zagra w nowym sezonie prawie identyczną szóstką, jak w poprzednim. To chyba dobra wiadomość?

 

Ferdinando De Giorgi: Zobaczymy…. Mówiąc serio, uważam, że bardzo dobra, bo zmieniliśmy tylko jednego zawodnika w startowym składzie (Bieniek zastąpił Gladyra - red.), w ogóle nie tracąc na jakości. To powoduje, że pewne mechanizmy wypracowane w zeszłym roku, spokojnie będziemy mogli stosować także w nadchodzących rozgrywkach. Jest jeszcze Olek Maziarz, którego wprowadzamy do meczowej czternastki. Oczywiście, stabilizacja w zestawie zawodników byłaby niczym bez ciężkiej pracy. A harujemy równie mocno jak w poprzednim okresie przygotowawczym, może nawet mocniej, bo musimy jeszcze ulepszyć swoją grę. Nasi rywale w walce o medale wzmocnili swoje szeregi i zapewne mają podobne ambicje, jak my.

 

Ma pan w zespole reprezentantów Polski i Francji, którzy zaliczyli niezbyt udany sezon w kadrze narodowej. Widać po nich zmęczenie mentalne?

 

Nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie. Widzę na treningach, że wkładają w przygotowania dużo wysiłku, nikt się nie oszczędza. To mnie niezwykle raduje. Wszyscy, poza Kevinem Tillie przyjechali do klubu zdrowi, co też jest istotne.

 

Tillie wciąż zmaga się z kontuzją kolana?

 

Tak, to wciąż ten sam problem. Kevin jest w Kędzierzynie-Koźlu, ale pracuje indywidualnie i na razie jest poza kadrą meczową. W tej chwili nie jest w stanie grać. Robimy wszystko, by był gotowy na inaugurację sezonu ligowego.

 

Nowy sezon na pewno będzie trudniejszy niż poprzedni - tak dla pana, jak i dla ZAKSY. Będziecie musieli potwierdzić mistrzowską klasę.

 

To prawda, a do tego mamy o jeden turniej więcej do rozegrania - Ligę Mistrzów. Ponadto, w zeszłym roku przegraliśmy finał Pucharu Polski i w kolejnej edycji będziemy chcieli się zrehabilitować. OK, można powiedzieć, że puchar nie ma już takiego znaczenia, jak kiedyś. Ale z drugiej strony, jeśli jest coś do wygrania, to trzeba o to walczyć z całych sił. Na pewno będzie to zupełnie inny sezon niż ten poprzedni, w którym będziemy potrzebować wszystkich zawodników.

 

W minionych rozgrywkach grał pan praktycznie jedną szóstką. Tym razem będzie pan rotował składem?

 

Ruchy kadrowe determinował regulamin PlusLigi. Każdy pojedynek był niezwykle ważny, od początku musieliśmy gromadzić punkty, bo tylko dwie najlepsze ekipy fazy zasadniczej mogły zagrać o złoto. Dlatego faktycznie graliśmy głównie podstawowym składem. W nadchodzących rozgrywkach będzie obowiązywał inny regulamin, więc i moje podejście trochę się zmieni. Nie oznacza to, że będziemy dzielić mecze na mniej i bardziej ważne. Na pewno jednak szansę gry dostanie szersza grupa zawodników. Kluczowymi miesiącami będą dla nas grudzień, styczeń i luty, wtedy będziemy mieli kumulację ważnych spotkań. Nie bylibyśmy w stanie zagrać tego wszystkiego wyłącznie podstawową szóstką.

 

Czego możemy spodziewać się po rywalizacji ZAKSY w Lidze Mistrzów?

 

Maksymalnego zaangażowania. Chcielibyśmy zagrać w Final Four, ale zdaję sobie sprawę, że nie będzie to łatwe zadanie. Ja osobiście jestem podekscytowany występami w Lidze Mistrzów, bo to ciekawy turniej, który daje możliwość konfrontacji z najlepszymi drużynami na kontynencie.

 

W poprzedni weekend uczestniczył pan w nie mniej ciekawym wydarzeniu - Meczu Gwiazd. Jak było?

 

Widziała pani moje obrony? To chyba najlepsza odpowiedź na to pytanie. Fantastyczna sprawa. Niestety, sił starczyło mi tylko na połowę seta, to chyba moje maksimum na dziś. Niemniej, byłem zaszczycony możliwością spotkania się na boisku z tak wieloma siatkarskimi osobowościami. Śmiało mogę powiedzieć, że było to wydarzenie na skalę światową. Cała impreza była także doskonałą promocją siatkówki i mam nadzieję, że pomysł będzie kontynuowany. Chciałbym, żeby podobne mecze były rozgrywane nie tylko w Polsce, ale także we Włoszech czy Stanach Zjednoczonych. Są one bardzo ważne dla całego siatkarskiego środowiska.

 

Jak często gra pan w siatkówkę?

 

Regularnie przestałem grać w 2002 roku. Ostatnio jednak miałem okazję grać na turnieju oldbojów, razem z Sebastianem Świderskim i Oskarem Kaczmarczykiem, który zresztą wygraliśmy.

 

Pożegnanie Pawła Zagumnego wywołało w Polsce dyskusję na temat jego następców. Tego, że brakuje nam młodych, zdolnych rozgrywających, jak choćby Giannelli we Włoszech. Zgadza się pan z tą opinią?

 

Brak młodych talentów na rozegraniu to nie tylko polski problem. Proszę spojrzeć jak długo Włosi szukali dobrego zawodnika na tej pozycji. Rozgrywający pełni niesamowicie trudną, odpowiedzialną rolę na boisku. Musi być więcej niż dobry technicznie i taktycznie, a do tego musi być obdarzony odpowiednim sposobem myślenia, inteligencją. Dlatego tak ciężko znaleźć rozgrywającego na miarę na przykład Pawła Zagumnego. I dlatego niezwykle ważny jest sposób oraz jakość pracy z młodymi siatkarzami na tej pozycji. Na chwilę obecną macie Łomacza i Drzyzgę, ale moim zdaniem dobrze byłoby jak najszybciej wciągnąć do seniorskiej siatkówki świeżo upieczonych mistrzów Europy juniorów i już teraz zacząć z nimi solidnie pracować. Uważam, że obydwaj są bardzo ciekawymi zawodnikami i ogromnie ważne jest to, jaką pracę wykonają w najbliższej przyszłości. Muszą się rozwijać, doskonalić warsztat, ale spokojnie, bez pośpiechu. Przywołała pani przykład Ganneliego, ale to nie jest zwyczajny przykład. Takie talenty, albo raczej osobowości jak on rodzą się raz na pięćdziesiąt lat.

 

Skoro już zahaczyliśmy o temat polskiej kadry - jak zareagował pan na informację, że jest kandydatem na następcę Stephane Antigi?

 

Przede wszystkim uważam, że dopóki Antiga jest trenerem reprezentacji Polski, niezbyt stosowne jest mówienie o jego następcach. A z tego co wiem, kontrakt kończy mu się za miesiąc. Poczekajmy na decyzję federacji. Na chwilę obecną nikt się ze mną nie kontaktował.

 

Jeśli jednak kontrakt z Antigą nie zostałby przedłużony, a pan otrzymałby propozycję pracy z Polską, to?

 

Jedyne, co mogę powiedzieć teraz, to że praca z polską kadrą narodową byłaby dla mnie wielkim honorem.