Norwegia była oczywistym faworytem pojedynku w grupie C, nawet mimo tego, że w pierwszych dwóch meczach dała totalną "plamę" przegrywając z Niemcami i Azerbejdżanem. I już w 11. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie po... samobójczym trafieniu Davide Simonciniego, który pokonał własnego brata Aldo w kuriozalny sposób. Sanmaryńczyk zamknął dośrodkowanie z prawej strony pola karnego i w całkiem ładnym stylu trafił do swojej bramki...

Druga bramka dla Norwegii wisiała w powietrzu przez całą pierwszą połowę, ale goście jakimś cudem dotrwali do przerwy z jednobramkową stratą. Co więcej, zamknięci na własnej połowie, w 54. minucie wyprowadzili kosmiczną kontrę, w której pierwsze skrzypce zagrał Tommaso Zafferani. Napastnik kopciuszka tracił piłkę dwa razy, ale także dwukrotnie jakimś cudem ją odzyskiwał, a futbolówka ostatecznie trafiła do Stefanellego. Ten huknął pod poprzeczkę, zadziwiając cały piłkarski świat!

Norwegowie za wszelką cenę chcieli jednak uniknąć kompromitacji i w 77. minucie mogli odetchnąć z ulgą. Diomande wykorzystał dogranie Selnaesa i dał odrobibinę radości fanom norweskiej reprezentacji. Pięć minut później było już 3:1, a kolejne 120 sekund później... 4:1. I na tym zakończył się piękny sen San Marino brutalnie przerwany przez Samuelsena i Kinga. Piłkarze z małej enklawy mieli jednak swoje kilkanaście minut sławy, przez które cały świat emocjonował się występem ambitnych Sanmaryńczyków!

Norwegia - San Marino 4:1 (1:0)

Bramki: D. Simoncini (sam. 11'), Diomande (77'), Samuelsen (82'), King (84') - Stefanelli (54')