Zawodnik Repsol Hondy w 2012 roku widowiskowo wygrał na torze Twin Ring Motegi w klasie Moto2, choć po błędzie na starcie składał się w pierwszy zakręt na ostatniej pozycji. W MotoGP nigdy nie udało mu się tutaj jednak stanąć na najwyższym stopniu podium. „O ile ostatnią rundę w Aragonii zaznaczyłem w swoim kalendarzu jako tę, podczas której muszę atakować i mogę dużo zyskać, o tyle w Japonii chcę po prostu jak najmniej stracić. Nie zostanę tu mistrzem świata” - mówi.

 

To jednak nie kwestia braku wiary w siebie, a charakterystyki toru. Należący do Hondy Twin Ring Motegi to klasyczny obiekt typu stop and go, składający się z długich prostych przecinanych wolnymi zakrętami. O ile Marquez zyskuje zawsze na ostrych hamowaniach, o tyle Hondy sporo tracą w tym roku na wyjściach z wolnych łuków. 

 

Wcale nie oznacza to jednak, że zawodnicy Yamahy, Valentino Rossi i Jorge Lorenzo, wrócą w Japonii do gry o tytuł. Ich strata do Marqueza wynosi odpowiednio 52 i 66 pkt. na 100 możliwych jeszcze do zdobycia i obaj nie mają złudzeń, że walczą już tylko o wicemistrzostwo. 

 

To właśnie tutaj w 2010 co dwaj stoczyli jeden z najostrzejszych pojedynków w MotoGP. Choć Lorenzo walczył o tytuł i jechał dopiero na trzecim miejscu, Rossi - bez szans na koronę - kąsał go jakby stawką było właśnie mistrzostwo. Po wszystkim trafił nawet na dywanik do szefostwa zespołu, ale na dłuższą metę jego gierki zadziałały. W końcu Lorenzo odchodzi po tym sezonie z Yamahy i przechodzi do Ducati. Najpierw jednak czeka ich bój o wicemistrzostwo. Czy równie zacięty jak w 2010 roku? Oby!

 

O ile Rossi nie wygrał w Japonii od 2008 roku, o tyle Lorenzo triumfował tutaj w ostatnich latach trzykrotnie. Tyle samo zwycięstw wywalczył tutaj w MotoGP Dani Pedrosa, który triumfował na Motegi rok temu i uwielbia ten tor. 

 

Statystyki sprzed lat mogą jednak mieć niewielkie znaczenie, bowiem tegoroczna zmiana dostawcy opon sprawiła, że sytuacja w stawce wywróciła się do góry nogami, a wyścigi wygrywało w tym sezonie aż ośmiu różnych zawodników. 

 

Jednego z nich, Włocha Andrei Iannone, zabraknie w Japonii z powodu wciąż trapiącej go kontuzji kręgosłupa. W fabrycznej ekipie zastąpi go Hiszpan Hector Barbera z prywatnego zespołu Avintia. Ciekawe, co pokaże po przesiadce z dwuletniego modelu 14.2 na fabryczną wersję z tego roku. Barbera uwielbia Motegi, ale kilka lat temu, jeszcze w klasie 250, niemal zakończył tu karierę po groźnej kontuzji kręgosłupa. Rok temu podobny, fatalny wypadek zaliczył tu Alex de Angelis. 

 

Może właśnie takie niebezpieczeństwa sprawiły, że ofertę zastąpienia Iannone odrzucił dwukrotny mistrz MotoGP, Australijczyk Casey Stoner. Szkoda! Na motocyklu Barbery zobaczymy z kolei zaledwie 22-letniego mistrza Australii klasy Superbike, Mike'a Jonesa; podopiecznego byłej gwiazdy, Troya Baylissa. 

 

Do akcji wracają także kontuzjowani ostatnio Jack Miller i Bradley Smith, podczas gdy niespodziankę będą chcieli sprawić zawodnicy Suzuki oraz motocykliści prywatni, z Calem Crutchlowem i Polem Espargaro na czele. 

 

Japonia to zawsze także nietypowe niespodzianki. W 2010 roku wyścig trzeba było przełożyć z powodu wybuchu wulkanu na Islandii. Sezon później po awarii elektrowni atomowej w pobliskiej Fukuszimie. W ostatnich latach zmieniał się z kolei harmonogram weekendu, a to z powodu tajfunów i deszczu, a to mgły która uniemożliwiała start helikoptera medycznego. Co tym razem zgotuje zawodnikom tor Motegi?

 

Grand Prix Japonii będzie pierwszą z trzech azjatyckich rund w trzy kolejne weekendy. Rok temu w ich trakcie nie brakowało emocji i kontrowersji. Jak będzie tym razem? Odpowiedzi codziennie w każdy weekend na antenie Polsatu Sport News i portalu polsatsport.pl.