PAP: Mijają cztery lata pana prezesury w PZPN. Jej podsumowaniem jest, jak rozumiemy, opublikowana na stronie internetowej związku lista najważniejszych działań PZPN w latach 2012-16.

 

Zbigniew Boniek: Mówienie o tych wszystkich punktach zajęłoby bardzo dużo czasu. A przecież wśród naszych dokonań nie wymieniliśmy spraw sportowych. Czasami słyszę, że PZPN nic nie zrobił, tymczasem my zajmujemy się robieniem piłki, a nie jakimiś wojenkami. Jestem dumny i zadowolony, że przez cztery lata tak wiele dokonaliśmy, ulepszyliśmy, poprawiliśmy. Teraz jest czas kampanii, ale przez dwa tygodnie na pewno nikt nie zniszczy tego, co zrobiliśmy.

 

A ten czas kampanii, jak już widzimy, zaczyna być gorący.

 

Nie wypowiadam się na temat mojego kontrkandydata i osób, które z nim współpracują. Ale z uśmiechem na twarzy przyjąłem np. informację od jednego z delegatów, że zgłosił się do niego ostatni z pracujących przed nami sekretarzy generalnych PZPN i proponował jakąś koalicję. Jak się od tego odżegnuję. Wiem, że na pewno jest jeden kontrkandydat (Józef Wojciechowski - PAP). Nie zamierzam się wypowiadać źle na jego temat, nie chcę generować jakiejś nienawiści.

 

Ale co pan pomyślał, gdy dowiedział się, że pana rywalem będzie 28 października jeden z najbardziej znanych w Polsce biznesmenów?

 

Jako PZPN nigdy nie zabranialiśmy nikomu się zgłaszać. Wiem, że np. Czarek Kucharski chciał kandydować, pojechał z pewnym działaczem do jednego z klubów ekstraklasy, ale zrozumiał, że nie dostanie poparcia. Do wyborów stanie pan Wojciechowski, który otrzymał niezbędne poparcie. Wiadomo także, iż wcześniej w Śląskim ZPN kandydował Zdzisław Kręcina, ale tam mieli swojego faworyta (prezesem tego wojewódzkiego związku został Henryk Kula - PAP). Niech będzie demokracja. Nie ma co podgrzewać atmosfery. Jedną kłótnią można wszystko zniszczyć w ciągu chwili, a później trzeba pracować kilka miesięcy, żeby to odbudować.

 

Współpracujący z Józefem Wojciechowskim Cezary Kucharski i Radosław Majdan złożyli u ministra sportu pismo, które według nich ma uniemożliwić panu start w wyborach. Jak argumentują, nie zamieszkuje pan w Polsce, płaci podatki we Włoszech. Jak dodają, kontrowersje budzi również pana zaangażowanie w reklamę firmy bukmacherskiej.

 

Przyjąłem to z dużym spokojem. Dodam, że przygotowywana jest jeszcze jedna sprawa - niedługo ma wyjść, że Boniek ma konto w Szwajcarii. Proszę pana, Boniek ma konta w pięciu-sześciu krajach. Wszystko jest jasne i klarowne. Wiadomo, że na argumenty piłkarskie ciężko ze mną wygrać, bo całe życie jestem w piłce. Dlatego szuka się innych argumentów. Ale zapewniam, że wszystko w życiu robiłem uczciwie i zgodnie z prawem. Podatki też płacę zgodnie z prawem.

 

Wróćmy do ostatnich czterech lat PZPN. Co z opublikowanej listy waszych najważniejszych działań jest dla pana najistotniejsze?

 

Trudno wybrać, choćby dlatego, że czasami jedna rzecz wynika z drugiej. Najwięcej korzyści, ale już nie za mojej ewentualnej następnej kadencji, będzie miała polska piłka z projektów szkolenia młodzieży. Mam na myśli m.in. Akademię Młodych Orłów, Letnią Akademię Młodych Orłów, a także szkolenie w ramach UEFA Elite Youth - dla trenerów chcących pracować z dziećmi i młodzieżą.

 

Mamy jeszcze dużo do zrobienia, głównie chodzi mi o wprowadzenie kultury wychowania fizycznego. Po to, aby w przyszłości nasi piłkarze mieli taką gibkość i sprawność jak zawodnicy z innych krajów. Myślimy o specjalnych szkoleniach, kulturze zdrowego wysiłku, żywienia itd.

 

Wśród zarzutów pod adresem PZPN ze strony konkurencji wymienia się brak finansowania klubów, zwłaszcza pierwszoligowych.

 

To nie jest tak, że o kogoś nie dbamy. Gdy przychodziliśmy do PZPN, kluby 1. ligi miały 800 tys. zł z praw telewizyjnych. Dzisiaj mają na sezon 5 mln zł z praw telewizyjnych i 4,5 mln zł za Pro Junior System (finansowe wsparcie klubów szkolących młodych zawodników z polskim obywatelstwem - PAP). Do tego dochodzi przejęcie przez PZPN opłat sędziowskich, co w sumie - licząc wymienione wcześniej sprawy - daje klubom 1. ligi ok. 11 mln zł na sezon. Wciąż będziemy robić różne akcje, ale PZPN nie jest od tego, żeby finansować kluby, bo nas na to nie stać.

 

Czego nie udało się panu zrobić w ostatnim czasie?

 

Jest wiele rzeczy, które można zrobić lepiej. Również wśród tych już wdrożonych. Uważam jednak, że nie ma takiej +gałęzi+, która leżałaby z boku, bez działania z naszej strony. Popatrzmy, gdzie byliśmy cztery lata temu. Oczywiście wciąż chcemy się rozwijać, myślimy np. o zimowej Akademii Młodych Orłów. Piłka nożna to jest dom, który cały czas wymaga pomocy i ulepszania. Zaczyna być widoczny brak sędziów na niższych szczeblach. Robimy różne akcje, mające zachęcić ludzi do sędziowania.

 

Miał pan czas prowadzić ostatnią kampanię wyborczą?

 

Moją kampanią są cztery lata naszej pracy. Nie mam swojej agencji PR. Nie mam Czarków Kucharskich i Radków Majdanów. Napisałem pismo do delegatów na zjazd. Jeżeli środowisko dojdzie do wniosku, że chce dalej iść w tym kierunku, to tak będzie. Ale każdą decyzję delegatów przyjmę ze spokojem. Mogę zapewnić, że do zjazdu będzie tylko merytoryczna dyskusja z mojej strony. Ja nawet staram się nie wymieniać publicznie nazwiska mojego kontrkandydata.

 

W przygotowaniach do zjazdu na pewno nie pomagają wydarzenia z reprezentacji Polski. "Przegląd Sportowy" napisał niedawno, że niektórzy piłkarze w czasie zgrupowania w Warszawie nie prowadzili sportowego trybu życia - chodzi m.in. o nocną imprezę i picie alkoholu.

 

Nasza kadra wygrywa, czasami po ciężkim spotkaniu, jak z Armenią. Pamiętajmy jednak, że nie przegraliśmy żadnego z ostatnich 11 meczów o stawkę. Taka sztuka nie udała się wcześniej nikomu w Polsce. Mamy porządną kadrę i porządnego selekcjonera. Ale to, że zdarzyło się coś, co nie powinno było się zdarzyć, nie ulega żadnej wątpliwości.

 

Wyciągniecie konsekwencje?

 

Poinformujemy o tym w stosownym czasie. Media nie będą "nas rozgrywać". Rozwiążemy problemy, które nas dotyczą, we własnym gronie