Opóźniony o 20 minut z powodu ulewy, wyścig w Malezji rozpoczął się od zaciętej walki sześcioosobowej grupy, w której poza ostatecznie najszybszą trójką jechali także Andrea Iannone, świeżo upieczony mistrz MotoGP Marc Marquez i zwycięzca ostatniej rundy w Australii Cal Crutchlow. Cała trójka zaliczyła jednak wywrotki. Podobnie jak na początku sezonu we Francji, Marquez podniósł swoją Hondę i dojechał do mety; tym razem na jedenastym miejscu. Iannone i Crutchow nie mieli tyle szczęścia.

W środkowej części wyścigu Rossi próbował naciskać Dovizioso, ale jak sam przyznał, musiał odpuścić z powodu zbyt mocno zużytej, prawej strony przedniej opony, przez którą w pewnym momencie niemal wyjechał poza tor w pierwszym zakręcie. Drugie miejsce wystarczyło jednak Włochowi do przypieczętowania tytułu wicemistrza świata.

Podium uzupełnił Lorenzo, który na mecie przyznał, że w Malezji miał spore szczęście. „Gdyby nie wypadki innych, byłbym piąty lub szósty” - powiedział szczerze Hiszpan, który rzeczywiście w drugiej połowie wyścigu został wyraźnie z tyłu.

Niedzielna wygrana była dla Dovizioso drugą w jego dziewięcioletniej karierze w MotoGP. Do tej pory swoje jedyny zwycięstwo w królewskiej klasie mistrz klasy 125 z 2004 roku wywalczył w sezonie 2009 na brytyjskim torze Donington Park; także w deszczu, choć wówczas jeszcze w barwach Repsol Hondy. „Desmo Dovi” został także dziewiątym zwycięzcą w MotoGP w tym sezonie. Tak wielu zawodników jeszcze nigdy w historii nie wygrywało w królewskiej klasie w jednym roku. Czy za dwa tygodnie, podczas kończących sezon zmagań w Walencji, padnie kolejny rekord i zobaczymy dziesiątego triumfatora?

Póki co już w Malezji poznaliśmy mistrza świata klasy Moto2. Dominującą formę na mokrym torze pokazał Francuz Johann Zarco, który wygrywając wyścig został także pierwszym w historii zawodnikiem, któremu udało się obronić tytuł w Moto2. Na podium dołączyli do niego Włoch Franco Morbidelli i Niemiec Jonas Folger.

Suchy, ale dramatyczny wyścig klasy Moto3 wygrał Włoch Francesco Bagnaia, za sterami hinduskiej Mahindry sięgając po swoją drugą wygraną w tym roku. Zmagania upłynęły pod znakiem całej serii wywrotek. Na plamie oleju w siódmym zakręcie upali; świeżo upieczony mistrz świata Brad Binder i debiutanci Joan Mir, Fabio Di Giannantonio oraz Nicolo Bulega, który doznał kontuzji barku. Chwilę wcześniej karambol w szóstym zakręcie zapoczątkował zespołowy kolega ostatecznego zwycięzcy, Hiszpan Jorge Martin, który cudem uniknął potrącenia przez kolejnych zawodników, ale i tak musiał trafić do lokalnego szpitala na dokładne badania.

Najszybsi motocykliści świata wyjechali już na ostatnią prostą sezonu. Ostatnie w tym roku wyścigi odbędą się za dwa tygodnie w hiszpańskiej Walencji. Znamy już wszystkich trzech mistrzów świata i właśnie dlatego teraz może zrobić się jeszcze ciekawiej. Bez presji walki o tytuły zawodnicy pojadą w Hiszpanii w stylu „wszystko albo nic”. Z jakim skutkiem?