Andrzej Wasilewski zauważa, że w KSW Kawulskiego i Lewandowskiego coraz więcej cyrku zamiast sportu. To fakt. Widać to na przykładzie najbliższej gali KSW w Krakowie 3 grudnia. Jej największymi gwiazdami stali się Mariusz Pudzianowski i raper Popek, którzy odsunęli na dalszy plan mistrzowskie pojedynki Karola Bedorffa, Artura Sowińskiego i Borysa Mańkowskiego. Ale… kibice to kupili.

 

„Największa hala w tym kraju w 99 procentach wyprzedana. Zobacz Andrzejku jak się cyrk dobrze sprzedane w naszym kraju. A co u ciebie?” - pyta Wasilewskiego na TT Kawulski.

 

I co ma Andrzej Wasilewski odpowiedzieć? W boksie takiego cyrku nie ma i… boks słabo na tym wychodzi. Wspaniała sportowo walka Krzysztofa Głowackiego z Usykiem o mistrzostwo świata sprzedała się w PPV poniżej oczekiwań, tak samo jak zachwycająca sportowo gala PBN z główną walką Tomka Adamka z Moliną. Nie trzeba być prorokiem, żeby przewidzieć, że starcie Pudziana z Popkiem sprzeda się zdecydowanie lepiej.

 

Jakie z tego wnioski? W moim odczuciu nadchodzą takie czasy, że w sporcie – i w boksie i w MMA - będzie coraz więcej cyrku, celebrytów, autopromocji i śmieciowego gadania nakręcającego zainteresowania galami (znakomici są w tym w boksie Artur Szpilka i Ewa Brodnicka, a w MMA Mariusz Pudzianowski). Bo to ludzie kupują, szczególnie niedzielni fani sportu. A to oni, a nie hardkorowi kibice przesądzają o sukcesach sportowych gal, szczególnie relacji PPV.

 

Jedno jest pewne. Nadal będzie trwała dyskusja o wyższości MMA nad boksem i odwrotnie.