Oscar Valdez (21-0, 19 KO) stanął do pierwszej obrony tytułu mistrza świata WBO w kategorii piórkowej. Meksykanin to stały bywalec wielkich gal, bo w 2016 roku boksował już przed takimi zawodnikami jak Terence Crawford oraz Manny Pacquiao. Tym razem zmierzył się - także na wydarzeniu, gdzie głównym bohaterem był Filipińczyk - się z rankingową "jedynką" Hiroshige Osawą (30-4-4, 19 KO) i wszystkie atuty miał po swojej stronie.

Meksykanin - który na każdym kroku podkreśla, że kocha to, co robi - przyznał, że jego życie zmieniło się po tym, jak został mistrzem świata. - Jestem celem dla większości zawodników - powiedział. W ringu natomiast wcale się nie zmienił, bo ciągle zachwyca. Od początku pokazywał to, do czego przyzwyczaił: zaczął bowiem od haków na tułów. Każdy jego cios miał olbrzymią siłę, nie było zwalniania ręki i różnicowania mocy. Japończyk wielokrotnie ledwo utrzymywał równowagę, ale dzielnie walczył o przetrwanie.

W czwartej rundzie Valdez wyprowadził firmowy, kapitalny lewy sierp, który zwalił Osawę na deski. Japończyk zdołał jednak wstać i przetrwał kilkusekundową meksykańską nawałnicę. Dopiero w siódmym starciu sędzia przerwał ten nierówny pojedynek. Mistrz świata trafił lewym sierpowym, a później ruszył do obijania zamroczonego przeciwnika. Po długiej serii ciosów mógł oficjalnie cieszyć się z udanej obrony tytułu mistrza świata.

Wynik walki:

Oscar Valdez (21-0, 19 KO) pokonał przez techniczny nokaut w siódmej rundzie Hiroshige Osawę (30-4-4, 19 KO).