Baron przez sześć ostatnich lat był opiekunem żużlowców Betardu Sparty Wrocław. Pod koniec tegorocznych rozgrywek, w trakcie półfinałowej rywalizacji ze Stalą Gorzów, zrezygnował z prowadzenia drużyny, która ostatecznie zajęła czwarte miejsce. Rok wcześniej Baron z Betardem Sparta świętował wicemistrzostwo Polski.

"Rozstania są bardzo trudne, tak jak w małżeństwie. Bo po jakimś czasie człowiek zaczyna klub traktować jak swoją rodzinę" - powiedział PAP Baron.

Długo nie szukał nowego pracodawcy. 1 października przejął obowiązki menedżera Fogo Unii Leszno, z którą pożegnał się Adam Skórnicki.

"Zaczynam się coraz lepiej tutaj czuć, poznaję środowisko i tą całą otoczkę. Ten proces aklimatyzacyjny przechodzę już teraz, a nie od przyszłego roku, żeby nie marnować tego czasu. Chcę tych nowych ludzi poznać lepiej, muszę wiedzieć z kim będę pracował i na kogo można liczyć. Na pewno jest tu inna specyfika niż we Wrocławiu, ale każdy klub jest inaczej prowadzony" - dodał.

Leszno, choć kilkakrotnie mniejsze miasto od Wrocławia, może pochwalić się jednak lepszą frekwencją kibiców na trybunach. Stolica Dolnego Śląska to miasto wielu sportów, a w Lesznie mieszkańcy są wręcz zakochani w speedwayu.

"Powiem tak, we Wrocławiu kiedyś też przychodziło 20 tysięcy na mecze i ja dla takiej publiczności miałem okazję jeździć. Natomiast nie ukrywam, że w Lesznie jest kult, jeśli chodzi o żużel. To widać najlepiej, kiedy odwiedza się dzieciaki w przedszkolu. Witają cię w rozkroku z szalikiem w rękach i krzyczą +Unia Leszno+. To najlepiej obrazuje, jak ten sport jest traktowany i jak jest kochany w tym mieście" - podkreślił.

Baron to osoba bardzo dobrze znana w świecie żużla i na anonimowość w Lesznie raczej sobie nie może pozwolić.

"Choć jeszcze mało czasu spędzam poza klubem, to zdarza się, że ludzie zaczepiają mnie na mieście. Może jeszcze nie wszyscy, ale to i dobrze, bo można czasami spokojnie zakupy zrobić" - przyznał nowy menedżer leszczyńskich "Byków".

Fogo Unia Leszno w niedawno zakończonym sezonie zajęła dopiero siódmą, przedostatnią lokatę w ekstralidze, co było wynikiem mocno rozczarowującym. W klubie 14-krotnego mistrza kraju każdy rezultat poza podium pozostawia zwykle duży niedosyt. Baron doskonale zdaje sobie sprawę z oczekiwań kibiców, ale też zaznaczył, że presja w żużlu jest wszędzie.

"I to nie ma znaczenia, czy walczy się o pierwsze miejsce, czy w dole tabeli. Ja zawsze mocno identyfikuję się ze swoją drużyną i każde spotkanie, które się nie układa, mnie też mocno boli. Tutaj jest wszystko pięknie i fajnie, ale jak coś nie idzie, to potem spada się z wysokiego... byka. I zdaję sobie z tego sprawę" - mówił.

Leszczynianie skompletowali skład na sezon 2017. Nie ma w nim większych zmian. Na kolejny rok zostali Duńczycy Peter Kildemand i Nicki Pedersen, Rosjanin Emil Sajfutdinow, Piotr Pawlicki oraz Grzegorz Zengota. Tobiasza Musielaka zastąpił dotychczasowy lider Unii Tarnów - Janusz Kołodziej. Z jego pozyskania cieszył się menedżer Fogo Unii.

"Skład mamy przyzwoity, bardzo równy. Mamy kilku liderów i nie będzie problemu ze stworzeniem par. Bardzo się cieszę, że Janusz dołączył do naszej drużyny. Jest to zawodnik, który będzie pasował do naszej koncepcji nie tylko pod względem sportowym, ale także atmosfery w drużynie. Myślę, że z Januszem łatwiej ją będzie zbudować niż zburzyć" - wyjaśnił Baron.

Obecnie w żużlu trwa okres transferowy, ale wiele klubów ma już skompletowane składy. Zdaniem Barona trudno w tej chwili wskazać faworytów w kolejnym sezonie.

"To jest trochę, jak wróżenie z fusów. Nie raz się okazało, że mieliśmy faworytów, którzy nimi nie byli. Ktoś miał spadać i nie spadł. Lepiej chyba zadzwonić pod 0700 i posłuchać, co tam z kart wywróżą" - zażartował.

Żużlowcy Fogo Unii przygotowania rozpoczną 2 grudnia. Na przełomie stycznia i lutego przyszłego roku wyjadą na zgrupowanie w góry, prawdopodobnie do Świerardowa-Zdrój.

"Po cichu liczymy, że pogoda pozwoli nam na początku marca wyjechać na tor. Jeśli nam sie to nie uda, to pojedziemy na południe Europy trenować" - podsumował.