Kowalski kierował PZP od 21 października 2012 roku. Stosunkiem głosów 52:51 pokonał wtedy ustępującego prezesa Krzysztofa Usielskiego, który tę funkcję pełnił przez 24 lata. Prezes elekt wcześniej był wiceprezesem Warszawsko-Mazowieckiego Okręgowego Związku Pływackiego i dla wielu delegatów był kompletnie nieznany. Rekomendował go jednak Paweł Słomiński, ojciec sukcesów mistrzyni olimpijskiej z Aten Otylii Jędrzejczak i prezes WMOZP.

 

"Andrzej nie jest postacią bardzo znaną w środowisku pływackim. Na początku kierowania taką organizacją, jak PZP będzie się musiał paru rzeczy nauczyć. Ma jednak do tego predyspozycje. Jest człowiekiem zrównoważonym, świetnie wykształconym pod kątem menedżerskim. W kwestiach organizacyjno-sponsorskich ma doświadczenie i z pewnością doskonale sobie poradzi" - powiedział o Kowalskim Słomiński po wyborach.

 

Cztery lata później za swoją rekomendację utytułowany szkoleniowiec przeprasza środowisko. Podczas Krajowego Zjazdu Sprawozdawczego PZP powiedział, że nie znał wszystkich cech charakteru Kowalskiego i nie spodziewał się, że tak długa znajomość może tak bardzo rozczarować. W rozmowie z PAP podkreślił, że dawny protegowany okazał się "nielojalny i nieuczciwy".

 

Osoby związane z PZP przyznają, że na początku współpraca z Kowalskim przebiegała bez zakłóceń. Z czasem jednak prezes zaczął marginalizować zarząd, a wszystkie istotne decyzje podejmowało prezydium, co więcej często w niepełnym składzie. Prezydium nie miało nawet w zwyczaju informować zarządu o treści swoich uchwał, co było złamaniem statutu.

 

Kiedy zarząd przystąpił do egzekwowania swojego prawa, światło dzienne ujrzały różne niepokojące działania prezesa, który obecnie jest zawieszony. Bezpośrednim powodem wszczęcia wobec Kowalskiego postępowania dyscyplinarnego była zmiana sposobu jego zatrudnienia z czasu określonego na czas nieokreślony.

 

Kowalski po wygranych wyborach podpisał umowę do końca 2016 roku. Jednak razem z zaledwie dwoma innymi członkami prezydium - Kazimierzem Woźnickim i Wiktorem Wierniukiem - dokonał korzystnej dla siebie korekty. Do prezydium należą jeszcze Słomiński i Jan Kuczko, ale na tym posiedzeniu ich nie było.

 

"Mamy opinie z trzech źródeł, że było to działanie zgodne z prawem, ale dla nas jest ono wielce zastanawiające pod względem moralnym. Kiedy zaczęliśmy badać tę sprawę okazało się, że panowie Woźnicki i Wierniuk byli z prezesem powiązani pewnymi interesami i zapewne dlatego się temu nie sprzeciwili. Troszeczkę to jest nie w porządku" - powiedział Krzysztof Nowak, przewodniczący komisji dyscyplinarnej PZP.

 

Wierniuk z funkcji członka zarządu zrezygnował, a Woźnicki nadal jest wiceprezesem ds. szkoleniowych.

 

Do konfliktu we władzach doszło także rozczarowanie wynikami sportowymi. Na sierpniowe igrzyska w Rio de Janeiro udała się rekordowa, bo 20-osobowa, kadra, ale nikt nie zdołał nawet awansować do finału. Poprzednio taka sytuacja miała miejsce 40 lat temu w Montrealu. Oczekiwania były znacznie większe, bo w ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Kazaniu biało-czerwoni wywalczyli trzy medale, a dobrze rokowały też męskie sztafety.

 

W Brazylii nie obeszło się również bez skandalu organizacyjnego. Z powodu niedopatrzenia na 100 m stylem dowolnym, choć wypełnił minimum, nie mógł wystartować Konrad Czerniak, bo... nie został zgłoszony.

 

"To, co mnie najbardziej bolało w funkcjonowaniu związku, to sytuacja, że w pewnym momencie najważniejsze było komu załatwimy jakiś wyjazd, kto jakąś posadkę dostanie, a co z pływakami to nieważne. Odnosiłem po prostu wrażenie, że zawodnicy są najmniej istotni. I to jest najgorsze w tym wszystkim" - podkreślił Nowak.

 

Z dotychczasowym prezesem PZP w ostatnich dniach nie udało się skontaktować.

 

Uzdrowić sytuację w PZP chce sam Słomiński, a jego kontrkandydatami są członek biura Europejskiej Federacji Pływackiej (LEN) Jerzy Kowalski oraz Grzegorz Widanka, członek aktualnego jeszcze zarządu PZP, trenujący we Wrocławiu m.in. Alicję Tchórz. Nieoficjalnie mówi się, że Kowalski i Widanka połączą siły w konfrontacji ze Słomińskim.