Było widać, że obaj bawili się tą walką. Na początku to Romanowski starał się spychać Szymańskiego do siatki, lecz z czasem to były mistrz FEN przejął inicjatywę. Zaczął wyprowadzać celne kombinacje, lecz tym samym całkowicie się odsłaniał. W końcówce Romanowski trafił serią, dodał kolano, lecz po chwili Szymański w końcu - za którymś razem - sprowadził walkę do parteru. Przeleżał na rywalu ponad 45 sekund i niewątpliwie wygrał rundę.

 

Druga odsłona tego pojedynku była… dziwna. Już na samym początku Romanowski trafił Szymańskiego czystym ciosem, który posłał go na deski! Po chwili znaleźli się w parterze z Romanowskim w pozycji dominującej. Problem w tym, że mając przeciwnika przez cztery minut pod sobą wyprowadził mniej celnych uderzeń od niego! Szymański był bardzo aktywny z dołu, szukał trójkąta nogami, kręcił się i szukał swojej szansy. Na koniec zdołał nawet wstać.

 

W trzeciej rundzie już nie było wątpliwości. Szymański od początku wykorzystał przewagę kondycyjną i praktycznie pięć minut spędził w pozycji dominującej. Bardzo łatwo obchodził gardę przeciwnika, umiejętnie zmieniał pozycję boczną na pozycję boczną w zależności od zapędów rywala, który nie miał pomysłu na wciągnięcie byłego mistrza FEN w gardę. Szymański na 40 sekund przed końcem zdobył dosiad, później rywal oddał mu plecy, co było pewną egzekucją. Do walki pozostało niewiele i Romanowski liczył, że uda mu się wytrwać. Szymański jednak złapał idealne duszenie zza pleców i sędzia musiał przerwać walkę.