Arsenal od kilku kolejek stracił impet z początku rozgrywek, co zbiegło się z nieobecnością Santiago Cazorli i Hectora Bellerina, jednak powoli wraca na właściwe tory. Coraz gorzej stoją z kolei notowania West Hamu, zaś posada Slavena Bilica wisi na włosku. Kanonierzy od początku zdominowali zamykający sobotnie zmagania mecz na Stadionie Olimpijskim, jednak dośrodkowania Nacho Monreala z lewego skrzydła nie mogły dojść celu.

Udało się w końcu korzystając z błędu defensywy Młotów, a Alexis Sanchez wyłożył piłkę do pustej bramki Mesutowi Ozilowi. Gospodarze nie mieli zbyt wiele klarownych sytuacji, zaś pojedynek okazał się popisem jednego aktora. Gości niemal w pojedynkę rozbił dwojący się i trojący Alexis Sanchez, który w drugiej połowie zdobył klasycznego hat-tricka. Wszystkie bramki reprezentanta Chile były indywidualnymi popisami, a recepty nie miał na niego Darren Randolph.

Gospodarzom udało się zdobyć gola honorowego po pięknym strzale Dimitriego Payeta i dobitce Andy'ego Carrolla, jednak już chwilę później ich zapędy ostudził strzał Alexa Oxlade-Chamberlaina z dystansu. Spotkanie ostatecznie zakończyło się pogromem 5:1, a Arsenal zajął miejsce w ligowej tabeli tuż za plecami Chelsea przynajmniej do momentu niedzielnego spotkania Liverpoolu z Bournemouth. Sanchez zrównał się w tabeli strzelców z Diego Costą z Chelsea (11 bramek).

West Ham United - Arsenal FC 1:5 (0:1)

Bramki: Carroll 83' - Ozil 24', Alexis Sanchez 72', 80', 86', Oxlade-Chamberlain 84'

West Ham: Randolph; Collins (Arbeloa 7'), Reid, Ogbonna; Fernandes (Ayew 63'), Noble (Carroll 73'), Obiang, Masuaku; Lanzini, Fletcher, Payet

Arsenal: Cech; Gabriel, Mustafi, Koscielny, Monreal; Coquelin (Elneny 87'), Xhaka; Walcott (Ramsey 66'), Ozil (Iwobi 88'), Oxlade-Chamberlain; Alexis Sanchez