Ronnie O'Sullivan nie miał latwego dzieciństwa. Można wręcz powiedzieć, że wychował się w cięzkiej patologii. Bo jak nazwać fakt, że 10-latek sprzedaje filmy pornograficzne? Że zamiast bawić się z kolegami, spędza całe dnie w sex-shopie prowadzonym przez jego rodziców? Gdy rówieśnicy bawili się klockami i układali puzzle, on na co dzień miał do czynienia z nieco innymi zabawkami. Jego osobowość została wypaczona. A żeby tego było mało, ojciec O'Sullivana został skazany za morderstwo, a matka trafiła do więzienia za oszustwa podatkowe. Nastolatek został sam. Na głowie miał jeszcze wychowanie 8-letniej siostry. To właśnie wtedy wpadł w alkohol i narkotyki. Pojawiła się też pierwsza depresja.

O tym, że O'Sullivan ma problemy z emocjami, wiedzieli wszyscy. Wiele źródeł podawało, że cierpi na zaburzenie afektywne dwubiegunowe. Nie jest to co prawda choroba psychiczna, ale właśnie poważne zaburzenie, które cechuje olbrzymia zmienność nastrojów - od zupełnie nieadekwatnej euforii, przeradzającej się dość często w manię prześladowczą, do równie nieadekwatnej i wyniszczającej depresji. Oba stany mogą trwać na przemian, każdy po kilka miesięcy. Czasami jednak obserwuje się zmiany nawet co kilka dni. Stąd właśnie to słynne zdemolowanie pokoju, atak na sędziego czy obrażanie dziennikarki. Dziś dowiadujemy się w końcu, co się na problemy genialnego 41-latka złożyło.

Książka "Framed" (ang. ukształtowany/sformułowany), która pojawiła się niedawno na angielskim rynku, nie jest autobiografią O'Sullivana, ale powieścią kryminalną bazującą na jego życiu. Słynny snookerzysta sam ją napisał i podkreśla, że mimo elementu fikcji, w absolutnej większości jest oparta na faktach. - Ta książka to lustrzane odbicie mojego życia. Jest osadzona w świecie mojego dzieciństwa i młodości. Był to świat mroczny, smutny i niebezpieczny, do którego nie wszedłem z własnej woli. Po prostu się w nim urodziłem - tłumaczy utytułowany Anglik.


Gdyby nie snooker, O'Sullivan prawdopodobnie zostałby w tym świecie do dziś, problemy topiąc w alkoholu i narkotykach, ostatecznie lądując w więzieniu. Na szczęście w porę się otrząsnął. Wykorzystał swój talent. - Nie miałem wykształcenia i innych umiejętności. Snooker był moją jedyną perspektywą pracy. Było wiele rzeczy, z którymi trzeba było sobie radzić, ale w tamtym czasie tak naprawdę o nich nie myślałem. Włączyłem "tryb przetrwania" - wspomina.

Dziś jest kimś na kształt Leo Messiego w swoim fachu, a na jego koncie spoczywa ponad 10 milionów funtów. Warto było ruszyć się z miejsca.