Zmagania odbywały się online, a w puli nagród znalazło się skromne 5 tysięcy dolarów. To nie zniechęciło jednak zawodników. W rywalizacji wzięli udział czołowi gracze z Europy oraz Ameryki, którzy grali w systemie podwójnej eliminacji. Dodatkowo Gang Wars zastosowało interesujący format zmagań. Standardowo do jednej klasy mogła być przypisana tylko jedna talia, ale zarówno zwycięstwo, jak i porażka odniesiona konkretną klasą uniemożliwiały dalsze jej wykorzystywanie. W związku z tym spotkania były rozgrywane w formacie Bo5 bez bana, a każdy z graczy był zmuszony do przygotowania sześciu talii.


Z rywalizacją błyskawicznie pożegnali się mistrzowie świata – zarówno ten urzędujący, Pavel „Pavel” Beltukov (Millenium), jak i ubiegłoroczny – Sebastian „Ostkaka” Engwall (Alliance). Do półfinałów drabinki wygranych oprócz Strifecro ostatecznie dotarli David „Dog” Caero (Team Liquid), Sebastian „Xixo” Bentert oraz Thijs „Thijs” Molendijk (G2). Późniejszy triumfator sprawnie rozprawił się zarówno z Dogiem, jak i z Xixo, wcześniej spychając do drabinki przegranych także Ostkakę oraz Eloise. Tym samym amerykański zawodnik mógł spokojnie przyglądać się rywalizacji, która miała wyłonić jego przeciwnika w finale turnieju.


Ostatecznie czwartą pozycję zajął Dog, a na trzecim miejscu zameldował się Xixo. Wszystkich pogodziła przedzierająca się przez drabinkę przegranych od wczesnych rund Eloise i to właśnie ona miała zmierzyć się ze Strifecro w starciu decydującym o zwycięstwie w całej rywalizacji. Rewanż za drugą rundę nie powiódł się i po raz kolejny triumfował Amerykanin,który może odetchnąć z ulgą. Był to bowiem pierwszy udany turniej Strifecro od około pół roku, ale wydaje się, że kryzys w końcu minął.

 

Co ciekawe, meta nie w pełni się jeszcze ustabilizowała i nadal mamy pewne rotacje na dalszych miejscach tier list zawodników. Nadal co prawda bezapelacyjnie dominują cztery klasy: szaman, łotr, wojownik oraz czarnoksiężnik – dość powiedzieć, że każdy z graczy posiadał ten kwartet w swoim line-upie. Jednocześnie, podobnie jak w Azji, znacznie większą popularnością zaczął cieszyć się także mag, który dołączył do druida i kapłana na dalszych pozycjach wśród preferencji profesjonalnych zawodników. Wciąż katastrofalnie wygląda natomiast sytuacja łowcy i paladyna.