"Czarodzieje", którzy wcześniej wygrali w lidze trzy kolejne mecze, a w poprzednich dwóch sezonach byli lepsi od "Rakiet" na ich parkiecie, tym razem musieli uznać wyższość będącego na fali trzeciego zespołu Konferencji Zachodniej (bilans 27-9). Gospodarze odnieśli piąte zwycięstwo z rzędu.

 

Do ich sukcesu przyczynili się rezerwowy Eric Gordon, który zdobył 31 punktów - najwięcej w meczu oraz znakomity ostatnio James Harden. Najsłynniejszy brodacz ligi w poprzednim spotkaniu z New York Knicks odnotował "kosmiczną" triple-double - 53 pkt, 16 zbiórek i 17 asyst, a teraz także kończył grę z dwucyfrowymi zdobyczami w trzech elementach statystycznych, uzyskując 23 pkt, 10 zb. i 10 as. Był to jego dziewiąty taki mecz w sezonie.

 

Drużyna z Waszyngtonu długo toczyła w hali Toyota Center wyrównany pojedynek z gospodarzami. Po pierwszej kwarcie prowadziła 29:14, w połowie drugiej było 51:36, a na jej zakończenie 53:41. W trzeciej Rockets wyszli na prowadzenie, wygrywając tę odsłonę 37:17, ale jeszcze na niespełna pięć minut przed końcem spotkania był remis 82:82. Rockets, tym razem więcej uwagi poświęcający obronie, rozstrzygnęli jednak mecz na swoją korzyść.

 

Najwięcej punktów dla Wizards zdobyli Bradley Beal - 28 i John Wall - 18 i 12 asyst. Gortat przebywał na parkiecie 40 minut, najwięcej w zespole. Trafił sześć z 10 rzutów z gry i jeden z dwóch wolnych, zebrał 10 piłek w obronie i cztery w ataku, miał także trzy asysty i przechwyt. Popełnił dwa faule i miał cztery straty.

 

"Czarodzieje" z bilansem 16-17 spadli na dziewiąte miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej. W kolejnym meczu już we wtorek zmierzą się, także na wyjeździe, z innym zespołem z Teksasu - Dallas Mavericks (10-24), zajmującym przedostatnie, 14. miejsce w Konferencji Zachodniej.