Iwańczyk: Śpieszmy się kochać mistrzów, zbyt szybko schodzą ze sceny

Inne
Iwańczyk: Śpieszmy się kochać mistrzów, zbyt szybko schodzą ze sceny
fot. PAP

Życie nie znosi pustki, więc spróbujemy pokochać nowych idoli. Problem w tym, że tych prawdziwych mistrzów, tkniętych ponadludzkim geniuszem jest coraz mniej. Jakoś trudno pogodzić się, że przed nami ostatni sezon z jamajską gwiazdą biegów sprinterskich.

Myślisz gwiazda 2016 r. – mówisz Usain Bolt; myślisz heros XXI wieku – mówisz Bolt; myślisz o 2017 r. – mówisz Bolt; myślisz o kolejnych latach w lekkoatletyce – mówisz pustka. Trudno zrzucić to na karb nostalgicznego przywiązania do wielkich gwiazd dzieciństwa, a tak z reguły w sporcie bywa, Bolt to fenomen naszych czasów, bo ze swoją sprinterską wirtuozerią, nieszablonową osobowością i umiejętnością radzenia sobie w dobie tzw. nowych mediów odnalazłby się we wszystkich epokach. Z jednej strony to kumpel z podwórka, który a to odda kibicom swoje buty, a to zadzwoni do klubowej telewizji Manchesteru United, by pogratulować kolegom-piłkarzom wyszarpanego w końcówce meczu zwycięstwa, a to uśmiechnie się od ucha do ucha bez żenady pokazując braki przedtrzonowców górnej szczęki. Bolt nie dba o wizerunek w sposób, do którego przyzwyczaiły nas gwiazdy w obecnie obowiązującym kanonie celebryctwa. Mimo to zarabia fortunę, bo jest naturalny, swojski, a przede wszystkim został obdarzony niespotykanymi we wszechświecie parametrami.

 

Takiej dominacji w lekkoatletyce nie widziano od czasów Jesse Owensa czy dużo później Carla Lewisa. Trudno porównywać wszystkie te ery, choć właśnie takie porównania działają na korzyść Jamajczyka, który skupia się jedynie na biegach. Nie przeszkodziło mu to sięgnąć po dziewięć złotych medali igrzysk olimpijskich, 11 triumfów w mistrzostwach świata, trzy kolejne rekordy globu na 100 m czy rekord na podwójnym dystansie. O wszelkiego rodzaju tytułach dla sportowca roku czy dekady nie wspominam, jest ich zbyt wiele. Nie było, nie ma i nie będzie drugiego takiego.

 

Warto już teraz uronić łzę, bo tegoż Bolta niebawem nam zabraknie. Jamajczyk ogłosił, że rok 2017 będzie ostatnim w jego karierze. W dodatku zamierza skoncentrować się jedynie na najkrótszym dystansie, mimo że wielu zachęca go, by sprawdził się np. na 400 m z nową gwiazdą tego dystansu Waydem van Niekerkiem. Ostatni raz zobaczymy go w mistrzostwach świata, które odbędą się latem w Londynie.

Co po nim? Oczywiście Jamajczyk wciąż będzie nas bawił jako początkujący piłkarz (takie są jego plany), ale w lekkoatletyce pozostanie pustka. W gąszczu kandydatów na gwiazdy nie widać osobowości, są to z reguły pełni powagi profesjonaliści, którzy rwą setne sekundy lub centymetry na szczytach list wyników. O takim dominatorze jak Bolt będziemy opowiadać pokoleniom.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie