W środę, zaledwie 30 km po starcie na trasę trzeciego etapu z San Miguel de Tucuman do San Salvador de Jujuy w Argentynie długości 780 km (odcinek specjalny 364 km), wystąpiła poważna awaria sprzęgła w Toyocie. Załoga była zmuszona zatrzymać się i wyjąć skrzynię biegów.

 

"Po 20 kilometrach poczułem, że dzieje się coś ze sprzęgłem. Zmniejszyliśmy tempo, jechaliśmy na niższym biegu. Nie pomogło. Awaria łożyska oporowego sprzęgła. Jedyne rozwiązanie - wymiana sprzęgła. To oznaczało, że musimy też zdjąć skrzynię biegów. W warunkach polowych, to duże wyzwanie. Naprawę zakończyliśmy o godz. 22. Było już ciemno. Wcześniej zaczęła się burza piaskowa, która zamieniła się w ulewę.

 

- Dalsza trasa miała przebiegać przez wysuszone koryta rzek, które po obfitych opadach deszczu stały się nieprzejezdne. Do tego słaba widoczność po zmierzchu. Mając na uwadze te okoliczności, nie mieliśmy nawet teoretycznej możliwości dotarcia do mety w regulaminowym czasie. Podjęliśmy niełatwą decyzję - jechać na biwak. Znamy zasady i je szanujemy. Kończymy Dakar" - przekazał Vanagas.

 

Litewski kierowca wystartował w Ameryce Południowej po raz piąty z rzędu, mając za sobą cztery finisze. W 2015 roku Vanagas zajął pierwsze miejsce w kategorii zespołów prywatnych. Dla Rozwadowskiego była to druga przygoda z tą imprezą, w której - jak podkreślił - zakochał się od pierwszych kilometrów.

 

Z powodu problemów z samochodem wycofał się także Katarczyk Nasser Al-Attiyah. Triumfator Dakaru w 2011 i 2015 roku w środę uszkodził koło i w czwartek nie przystąpił do czwartego etapu z San Salvador de Jujuy do Tupizy w Boliwii długości 521 km (OS 416 km).