Na dniach ma zostać podpisana umowa między Dariuszem Mioduskim a Bogusławem Leśnodorskim i Maciejem Wandzlem w sprawie Legii. Celem jest przygotowanie procedury, którą w biznesie określa się mianem „shoot-out”. Nie będzie to jednak licytacja za pomocą strzelaniny, a za pomocą kopert. Możliwa jest również jedna dogrywka. Pytanie, kto kogo wykupi - Mioduski parę Leśnodorski-Wandzel, czy Leśnodorski-Wandzel udziały Mioduskiego?

Negocjacje między stronami są tyleż skomplikowane, co bardzo zaawansowane. Prowadzi je czterech ludzi z Polskiej Rady Biznesu (której członkami są właściciele Legii) – bardzo doświadczonych biznesmenów. Jednak rozmowy nie są łatwe. Wydaje się, że strony zbliżyły się do podpisania umowy, co może nastąpić w ciągu tygodnia, góra dwóch.

Nie jest jednak proste. Problemy? Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, które są precyzowane i bardzo dokładnie omawiane. Po podpisaniu umowy, na jakiej zasadzie dokładnie odbędzie się licytacja, strony będą miały kilka tygodni na ustalenie ofert (prawdopodobnie do końca lutego). Ile warte są udziały? I tu jest naprawdę pies pogrzebany. To pytanie naprawdę trudne. Trudne dla obu stron, które jeszcze niedawno stanowiły jedność. To było trio, które zmieniło historię Legii. Jednak różnice charakterologiczne – i konkretne, w podejściu do biznesu – są tak znaczące, że nie będzie żadnego happy end'u, a twardy, biznesowy rozwód. Na pocieszenie wykupionej stronie zostanie wcale niemała suma...

Bitwa na koperty! Po ile, po ile udziały w Legii?

Najpierw jednak wielka bitwa na... koperty. Tak to można ująć. Na ręce przedstawicieli Polskiej Rady Biznesu trafią dwie zalakowane koperty. Jedną – na zakup 40 procent udziałów Leśnodorskiego i Wandzla – złoży Mioduski. Drugą – na zakup 60 procent udziałów Mioduskiego – złożą Leśnodorski i Wandzel. Po kilku dniach przewidziana jest dogrywka. Suma, którą przyjdzie zapłacić stronom będzie odłożona w czasie. Niewątpliwie Legia może „zapracować” na jej spłatę, o ile będzie skutecznie rządzona w najbliższych latach. „Bitwa na koperty” - to rozwiązanie ma plusy i minusy. Zwaśnione strony uznały, że jednak więcej plusów, aby rozwiązać konflikt, który narastał od kilkunastu miesięcy. Praktycznie od lata 2015 roku stale wybuchały mniejsze lub większe zatargi, w których były dwie strony – Mioduski z jednej i Leśnodorski, w pełni wspierany przez Wandzla, z drugiej...


Sytuacja Legii jest niesamowita. Finansowo i sportowo unikalna. Nigdy takiej nie było w historii ostatnich dwudziestu pięciu lat – już w wolnej Polsce. Janusz Romanowski zainwestował w Legię, ale na dłuższą metę był zainteresowany tylko spieniężeniem piłkarzy, którzy nawet do warszawskiego klubu nie należeli (byli wypożyczeni z Pogoni Konstancin)...

Andrzej Zarajczyk nie miał takiego biznesu, aby rozwijać Legię. Daewoo taki biznes miało, ale... Wkrótce zbankrutowało. Z kolei ITI to był jakiś koszmar, jeśli chodzi o ludzi na kierowniczych stanowiskach. Rokrocznie Legia nie tylko rozczarowywała sportowo, ale wymagała dokładania pieniędzy. Jedno ITI się udało – stworzyć projekt stadionu, który jest kapitalny. Obiekt przy Łazienkowskiej 3 sfinansowany został przez Warszawę, ale sformatowany przez Mariusza Waltera i Jana Wejcherta. Już zawsze będzie służył Legii. Jednak, żeby Legia stanowiła siłę sportową potrzebny był... Bogusław Leśnodorski, który został prezesem w grudniu 2012 roku. W styczniu 2014 roku Leśnodorski - wspólnie z Dariuszem Mioduskim - stał się właścicielem Legii. Kilka miesięcy później doszedł jeszcze Maciej Wandzel, choć mówi się, że ten ostatni od pierwszego dnia doradzał „Leśnemu”, przyjacielowi w biznesach i życiu od lat... „Traktuję Bogusia jak młodszego brata” - wyznał swego czasu Wandzel. I tego się trzyma.

 

"Traktuję Bogusia jak młodszego brata" - wyznał swego czasu Wandzel. I tego się trzyma.

40 milionów złotych dla ITI, a spółka Legia Holding na zasadzie partnerskiej

Kwota jaką obecni właściciele Legii zapłacili ITI za udziały wzbudzała niekończące się polemiki – również w prasie ekonomicznej. Do dziś nigdzie nie padła wiarygodna suma. Sam podawałem różne wersje, z różnych mniej lub bardziej wiarygodnych źródeł. Na podstawie najświeższych ustaleń mogę z przekonaniem – graniczącym z pewnością – wymienić sumę około 40 milionów złotych. Za całość transakcji. Początkowo wyłożono mniej niż 10 milionów złotych, a jesienią 2016 dopłacona została reszta.

Mioduski - chcąc zdymisjonować Leśnodorskiego - wszedł w otwarty konflikt z Wandzlem. Obecnego prezesa Legii – bez zgody Wandzla - odwołać nie mógł. Mimo większości udziałów spółka świadomie skonstruowana jest na zasadach partnerskich – każdy członek zarządu Legia Holding ma jeden głos. Jak już wspomniałem pierwotna suma zapłacona ITI nie była znacząca. Nie chodziło o kapitał. Tak naprawdę koncern ITI na zakręcie biznesowym – po śmierci Wejcherta – postanowił zaufać ludziom, którzy z przekonaniem chcieli zająć się Legią, dotychczas przynoszącą spore straty. Koncern rozwijając świetnie wiele interesów – jak telewizje, Multikino, czy Onet – przekonał się, że biznes piłkarski rządzi się swoimi prawami. Że tu – może nawet jeszcze bardziej niż w innych biznesach – liczy się jakość, czy też umiejętność zarządzania. Dodajmy, że umiejętność zarządzania, której nie sposób nauczyć się na żadnej uczelni. Owszem – przygotowanie merytoryczne jest ważne, ale często jeszcze ważniejsza jest intuicja. Rzecz jasna intuicja w oparciu o znajomość futbolu. A to już naprawdę wyższa szkoła jazdy. Nawet tak wygadany medialnie gość, zresztą były czołowy polski piłkarz, Mirosław Trzeciak okazał się amatorem z ramienia ITI. Delikatnie rzecz ujmując...

Mioduski miał świetne relacje z udziałowcami ITI i to on był głównym architektem porozumienia z ITI (stąd zapewne taki a nie inny procent udziałów), ale sam nie był w stanie przejąć klubu. Konieczne było zaangażowanie Leśnodorskiego, który od roku Legią zarządzał i odnosił pierwsze sukcesy. Leśnodorski był przekonany, że może wygenerować zyski na rozwój Legii (i może również na spłatę zobowiązań na rzecz ITI), ale nie chciał wchodzić do klubu bez Wandzla. Spółka określana – przez samych założycieli - mianem partnerskiej wydawała się idealnym rozwiązaniem.

Mioduski znał z bliska rzeczywistość Legii z czasów ITI – był wówczas członkiem rady nadzorczej. Widział, że od początku panowała zła atmosfera, w której wzajemnie podgryzali się ludzie Waltera i Wejcherta, a także zatrudnieni przez nich menedżerowie. Otrzeźwieniem było wejście do klubu Leśnodorskiego. Obaj mieli szansę na sukces, a niewątpliwie duże znaczenie mogła mieć i wiedza Wandzla, który wcześniej obserwował z bliska Lecha Poznań, ale też doskonale znał mechanizmy w Legii. Jego syn Aleksander grał kilka lat w młodej Legii, był kapitanem rocznika 1995. Wandzel znał również realia większości polskich klubów jako szef rady nadzorczej Ekstraklasy...

 

Ciąg dalszy na kolejnej stronie...