Miejsko-Gminny Ludowy Klub Sportowy Termy Uniejów. W skrócie: MGLKS Termy. To właśnie w Uniejowie, i w tamtejszym klubie, regularnie zjawia się Ebi Smolarek – były reprezentant Polski, niegdysiejszy idol kibiców, zdobywca Pucharu UEFA z Feyenoordem Rotterdam. Przypadku w tym nie ma. Właśnie w uroczym miasteczku położonym nad Wartą położony jest kompleks boisk MGLKS-u im. Włodzimierza Smolarka, zmarłego w 2012 roku ojca Ebiego. – Mam tam kolegę, który prowadzi grupy juniorskie chłopców i dziewczynek. Czasem pobiegam z dzieciakami, czasem pomogę mu w treningu. Podoba mi się ta inicjatywa. Nie jest nastawiona na zysk, tylko na dawanie szansy – opowiada Smolarek z którym porozmawiałem przy okazji jego wizyty w Aleksandrowie Łódzkim.

Ebi, znający przecież znakomicie holenderskie, cieplarniane wręcz warunki treningowe, zachwala uniejowskie obiekty. – Mają tam orlik i boisko ze sztuczką nawierzchnią. Najważniejsza jest jednak podgrzewana płyta. W mieście są wody termalne i to one pozwalają utrzymać trawę w świetnej formie. W styczniu trenował tam na przykład Górnik Łęczna trenera Franka Smudy – mówi Polsatsport.pl były reprezentant Polski.

W Polsce bywa rzadko – jeśli już, to albo w rodzinnym Aleksandrowie, albo w Łodzi. Ogląda mecze młodzików i juniorów, poszukuje utalentowanych piłkarzy. Współpracuje z  agencją menadżerską Global Management. – Jesteśmy ludźmi, którzy chcą pomagać młodym talentom. Jeśli chłopcy nie mają pieniędzy na buty czy dojazdy, wyciągamy do nich rękę. Nie chcę być „menadżerem”, osobą żerującą na dzieciach. Chcę w nie inwestować, aby kiedyś czuć dumę. Mamy już kilku chłopaków, ale ich nazwisk na razie nie zdradzę. Usłyszycie jeszcze o nich! – mówi z dużą pewnością Smolarek, który na co dzień mieszka w małym miasteczku pod Rotterdamem.

Meczu pożegnalnego nie będzie

Feyenoord, Borussia Dortmund, Racing Santander, Bolton Wanderers, Kavála, Polonia Warszawa, Al-Khor, ADO Den Haag i w końcu Jagiellonia Białystok – lista klubów Euzebiusza Smolarka choć długa, jest jakby nieskończona. Jego karierę zakończyło dwadzieścia meczów rozegranych w barwach „Jagi”. Oficjalnie decyzja została ogłoszona dopiero rok po ostatnim, rozegranym spotkaniu (wygranym przez Jagiellonię 1:0 meczu z Ruchem Chorzów). – Nic takiego nie planowałem. W sumie sam nie spodziewałem się takiego finiszu… Miałem kilka propozycji, na przykład z Chin czy Kataru, ale one nie interesowały mojej rodziny. Długo myślałem nad przyszłością i w końcu zdecydowałem, że trzeba powiedzieć „stop”. Dla siebie i dla rodziny – wyjaśnia „Euzebio”.

Gdy pytam, czym zajmuje się na co dzień, odpowiada ze śmiechem: „Odpoczywam!”. I wylicza: „Chodzę na ryby. Jeżdżę na wakacje. Prowadzę auto. I oczywiście podróżuję motocyklem. Mam Harley’a-Davidsona z 1981 roku. To mój rok urodzenia. Kocham go. Kiedy coś się zepsuje, sam go naprawiam. To dla mnie przyjemność”. Obaj synowie Ebiego, a także jego żona Thirza van Giessen, przebywają w Holandii. – Dzieciaki nie grają jeszcze w piłkę, nie mówią też po polsku. Ale może się to jeszcze zmieni – wyjaśnia 36-latek. Zapytany o swój pomysł na przyszłość, odpowiada: „Raczej nie będę trenerem młodzieży. Przez kilka miesięcy zajmowałem się tym na De Kuip, ale mi się nie podobało. Chyba na poważnie zajmę się wyszukiwaniem polskich talentów”.

Lista piłkarzy, z którymi wstępował były reprezentant Polski, robi wrażenie: Robin van Persie, Gary Cahill, Jan Koller, Tomáš Rosicki, Nuri Şahin, Ezequiel Garay. Wielu z nich wciąż gra: van Persie w Fenerbahçe Stambuł, Şahin w Borussii Dortmund, a Garay w Valencii. Gdyby zebrać ich w jednym miejscu, można by zorganizować wyjątkowy mecz pożegnalny. Ale Smolarek tego nie planuje. – To nie dla mnie. Wiem co osiągnąłem, ludzi wciąż mnie pamiętają. Ten mecz nigdy nie zostanie rozegrany, bo go nie potrzebuję.

 

Uczeń Adam i mistrz Leo


Mimo, iż Ebi na co dzień mieszka w Holandii, regularnie śledzi poczynania reprezentacji Polski. – Oglądam mecze eliminacyjne, choć czasem tylko skróty. Czytam też dużo informacji na temat kadry – mówi i ocenia: „Trafiło się bardzo mocne pokolenie. Ale ludzie nie zauważają, że ono jest coraz starsze. Błaszczykowski, Piszczek i Fabiański mają po 31 lat. Lewandowski w tym roku skończy 29. Potrzebujemy następców, bo reprezentacja zawsze musi mieć dopływ świeżej krwi”. Pytany o trwającą kampanię nie ma wątpliwości: „Zaczęliśmy tak dobrze, że nie można tego zmarnować. Na koniec kwalifikacji do mistrzostw świata Polacy muszą być na pierwszym miejscu w grupie!”.

Smolarek w biało-czerwonej koszulce trafiał do siatki dziewiętnastokrotnie. W kilku niezwykle ważnych spotkaniach zapewniał nam punkty. Tak jak w 2005 roku na Stadionie Śląskim, gdy pokonaliśmy 3:2 Austrię. Albo gdy przy Łazienkowskiej trzykrotnie pokonał bramkarza Kazachstanu. Przede wszystkim kibice wspominają jednak dwa trafienia, które w 2006 roku dały nam sensacyjny triumf nad Portugalią. – Miałem swój czas, swoje wielkie momenty. Teraz przeżywa to Lewandowski. Stworzylibyśmy świetny duet, jak ja z Janem Kollerem w Borussii. Robert grałby jako wysunięty napastnik, ja ustawiłbym się za nim. Szukalibyśmy się, rywale mieliby z nami duże problemy – mówi ze śmiechem Ebi. I dodaje, pół żartem, pół sernio: „To dzięki mnie „Lewy” miał w Dortmundzie łatwiej. Zrobiłem wcześniej Polakom dobrą reklamę. Ciekawe czy Robert o tym pamięta…”.

Urodzony w Łodzi piłkarz wspomina także selekcjonera Adama Nawałkę, którego poznał blisko dekadę temu na zgrupowaniu reprezentacji Polski. – Już w 2007 roku zaczął pomagać Beenhakkerowi. To był bardzo miły facet. Rozmawiał ze mną kilkukrotnie. Leo był tym ostrym, Nawałka – tym spokojnym. Przy Holendrze dużo się nauczył – ocenia Ebi i dodaje na koniec: „Teraz Nawałka wykorzystuje nauki. Widzę, że momentami wzoruje się na Leo. Najważniejsze jednak, że ma wyniki. Oby w tym roku nic się nie zmieniło”.