Daniel Omielańczuk na pewno nie zapisał minionego weekendu do udanych, gdyż na gali UFC Fight Night 107 w Londynie przegrał niejednogłośnie na punkty z Timothym Johnsonem. Walka nie była porywająca, a przeciwnik Polaka wykorzystał swoje największe atuty, czyli gigantyczną siłą fizyczną oraz dociskanie do siatki. W stójce miał jednak problemy.

- Sędziowie mogli dać wygraną albo mnie, albo jemu. Dali jemu i nie ma co o tym myśleć. Pozostał niedosyt, bo jechałem po zwycięstwo. Widzę błędy, ale ciężko jest zejść z linii, kiedy pędzi na ciebie ponad 120-kilogramowy rywal. Do pewnego momentu jakoś sobie radziłem - ocenił.

Po ogłoszeniu decyzji sędziów punktowych bardzo szybko pojawiły się głosy, że Omielańczuk musi opuścić Polskę i spróbować treningów Stanach Zjednoczonych. Aktualnie Polak ćwiczy w S4 Fight Club i przyznaje, że na razie nie chce niczego zmieniać w tym aspekcie.

- Na pewno będziemy pracowali nad moimi słabszymi stronami, czyli klinczem. Uważam, że teraz wyjazd z Polski nie ma większego sensu. Mamy tutaj dobry team, a wiadomo, że tam nikt nie będzie na początku patrzył na mnie z taką uwagą jak tutaj - dodał.

Omielańczuk stoczył jak na razie osiem walk dla największej organizacji MMA na świecie, z czego cztery wygrał oraz cztery przegrał. Po serii trzech zwycięstw z rzędu znajduje się jednak po dwóch porażkach, bo przed Johnsonem został poddany przez Stefana Struve'a (pojedynek wzięty w zastępstwie kilkanaście dni przed galą). Jak przyznaje menedżer Paweł Kowalik, jego zawodnikowi nie grozi zwolnienie.

- Pozycja Daniela w UFC nie jest zagrożona, ale będziemy robili wszystko, by to pasmo porażek przełamać. Mamy materiał do analizy, wyciągamy wnioski i trzeba chyba będzie położyć nacisk na klincz - stwierdził.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.