Osiem drużyn, z których każda ma swój własny cel do zrealizowania. Jedni będą na całego walczyć o awans, inni o środek tabeli, a będą też tacy, którzy rozpaczliwie pojadą o uniknięcie spadku. Jak zawsze o wszystkim zadecyduje tor, defekty, pogoda i wiele innych czynników, które są nierozłącznym elementem czarnego sportu. My przyjrzeliśmy się bliżej poszczególnym ekipom.


Jak zawsze przed każdym rozpoczynającym się sezonem żużlowi eksperci, dziennikarze, kibice typują swoich kandydatów do walki o czołowe lokaty oraz do spadku. My nie będziemy nikomu zabierać szans na osiągnięcie danego celu, ale postaramy się przybliżyć sylwetki drużyn występujących w tegorocznych rozgrywkach Nice PLŻ. Czy faworyci potwierdzą swoją dominację? A może będziemy świadkami narodzin czarnego konia?

 

Spadkowiczem z PGE Ekstraligi jest Unia Tarnów, a jak to często bywa w naszym rodzimym żużlu – drużyna, która pożegnała się z najwyższą klasą rozgrywką ma w planach szybki powrót do elity. Nie zawsze to się udaje, a często na przeszkodzie stoją problemy pozasportowe (czyt. pieniądze). W przypadku tarnowskich Jaskółek udało się jednak zmontować naprawdę solidną ekipę, która wyrasta jako główny kandydat do awansu. Tarnowskich kibiców cieszy z pewnością powrót na stare śmieci Jakuba Jamroga, który tory pierwszoligowe zna bardzo dobrze i powinien być krajowym liderem zespołu. Obcokrajowcem, który ma rozdawać karty na torach Nice PLŻ jest niewątpliwie Kenneth Bjerre. Filigranowy Duńczyk to przecież wielokrotny uczestnik cyklu Grand Prix, reprezentant swojego kraju w Drużynowym Pucharze Świata, a przede wszystkim ktoś kto całe lata przejeździł w Ekstralidze i robił to z powodzeniem. Teraz zdecydował się zejść szczebel niżej i jest typowany jako jeden z najlepszych zawodników w całych rozgrywkach. Nie ustępować powinien mu Szwed, Peter Ljung oraz krajan Kennetha Bjerre, Mikkel Michelsen, który wreszcie chce udowodnić, że nie przypadkowo mówi się o nim jako dużym talencie i przyszłości duńskiego speedwaya. Z Włókniarza Częstochowa do Mościć przywędrował Artur Czaja, który chciałby odbudować się po nieudanym poprzednim sezonie. Krajowym liderem może być także Artur Mroczka, który jeszcze niedawno ścigał się w Ekstralidze. Zagadką pozostaje formacja juniorska, w której prym powinien wieść Patryk Rolnicki.

 

Tradycyjnie na pierwszoligowym froncie liczyć się musi łotewski Lokomotiv Daugavpils, który już dawno powinien ścigać się klasę wyżej, ale na przeszkodzie stoją formalne procedury, które zabraniają zespołom zagranicznym ścigać się w PGE Ekstralidze. Łotysze wygrali przecież dwa poprzednie sezony w Nice PLŻ, ale zabrano im możliwość awansu. To jednak nie zmienia planów popularnej Lokomotywy na kolejny rok, w którym podopieczni Nikołaja Kokina znowu skonstruowali ciekawe zestawienie. Na liderów wyrastają miejscowi zawodnicy, a więc Maksim Bogdanow oraz Kjastas Poudżuks. Ciekawym wzmocnieniem może okazać się przyjście do zespołu Rosjanina, Siergieja Łogaczowa z KSM-u Krosno, o którym mówi się, że może być lada moment kolejnym żużlowcem pokroju braci Łagutów bądź Andrzeja Lebiediewa, który przed tym sezonem wybrał straty w Sparcie Wrocław. W kadrze Łotyszy znajdują się także Fin, Timo Lahti, Argentyńczyk z włoską licencją, Nicolas Covatti oraz Szwed, Kim Nilsson. Swoje powinni dorzucić, zwłaszcza na własnym torze juniorzy w postaci Jewgienij Kostygowa oraz Davia Kurmisa, którzy rok temu zbierali cenne doświadczenia, a w tym roku mogą osiągać znacznie lepsze rezultaty. Przede wszystkim na własnym torze Lokomotiv Daugavpils będzie bardzo wymagającym rywalem.

 

Do kilku razy sztuka? Tak można powiedzieć o postawie Orła Łódź w kontekście awansu do PGE Ekstraligi. Od kilku dobrych lat łodzianie pukają do bram najwyższej klasy rozgrywkowej, ale jak podkreśla prezes klubu, Witold Skrzydlewski – będzie to niemożliwie dopóki w Łodzi nie powstanie stadion żużlowy z prawdziwego zdarzenia. Przykładem jest poprzedni sezon, w którym łodzianie mieli możliwość skorzystania z zaproszenia do najlepszej ligi świata, ale nie skorzystali z powodów infrastrukturalnych. Prace stadionowe jednak ruszyły z miejsca i lada moment w centralnej Polsce ma powstać piękny obiekt. Do tego potrzebny jest sukces sportowy, ale patrząc na zestawienie Orła to kibice mogą być raczej spokojni. O sile podopiecznych Janusza Ślączki mają decydować Robert Miśkowiak, Hans Andersen oraz Aleksandr Łoktajew. Cała ta trójka mogłaby spokojnie znaleźć zatrudnienie w PGE Ekstralidze. Do tego należy dodać doświadczonego Piotra Świderskiego oraz dwójkę Australijczyków, Rory Schleina oraz Rohana Tungate’a. Tradycyjnie w zespole łódzkiego Orła piętą achillesową będą juniorzy, chociaż Michał Piosicki oraz Arkadiusz Potoniec są w stanie dokładać cenne punkty. Nie ulega wątpliwości, że Orzeł Łódź będzie liczył się w walce o wielki finał. A co potem? Jak zawsze ostatnie słowo będzie miał prezes Skrzydlewski…

 

Bardzo ciekawy skład powstał w Trójmieście. Tamtejszy Renault Zdunek Wybrzeże Gdańsk konsekwentnie odbudowuje swoją markę i wspina się w hierarchii polskiego żużla. Mądrze zarządzany klub przez prezesa Tadeusza Zdunka chce w najbliższej przyszłości wrócić do elity. Czy ta sztuka uda im się już w tym sezonie? Niewykluczone, bowiem skład gdańszczan wygląda interesująco. Jest on przede wszystkim oparty na młodych, chcących rozwijać się zawodnikach, których ambicją jest z pewnością jazda w Ekstralidze. Mowa tu o Kacprze Gomólskim, który ma na swoim koncie medale rangi mistrzostw świata oraz Polski, Hubercie Łęgowiku, a więc najlepszym juniorze minionych rozgrywek Nice PLŻ, a także Oskarze Fajferze, dla którego będzie to kolejny rok spędzony nad polskim morzem, gdzie świetnie się zaaklimatyzował i był solidnym punktem Wybrzeża w poprzednim sezonie. Do młodych gniewnych należy dodać także obcokrajowców w postaci Szweda, Linusa Sundstroema, Duńczyka Andersa Thomsena, doświadczonego już Australijczyka Troya Batchelora oraz legendy klubu, Rosjanina Renata Gafurova. Bardzo dużym atutem Wybrzeża Gdańsk powinna być formacja juniorska, bowiem Patryk Beśko oraz Dominik Kossakowski mają już duże doświadczenie w pierwszej lidze w przeciwieństwie do swoich rówieśników w innych klubach.

 

Chłopcem do bicia na pewno nie będzie Polonia Piła, która w poprzednim sezonie bardzo dobrze radziła sobie na zapleczu PGE Ekstraligi i teraz również może zostać okrzyknięta mianem czarnego konia rozgrywek. Do Piły wraca po wielu latach Tomasz Gapiński, który powinien być liderem zespołu wespół z Norbertem Kościuchem oraz Michałem Szczepaniakiem. Solidnym wsparciem będzie Wadim Tarasienko, którego rosyjska krew gwarantuje szarże na całej rozciągłości pilskiego toru, który słynie ze swojej specyfiki. W kadrze jest jeszcze Australijczyk Brady Kurtz, który wydaje się, że będzie rywalizował o miejsce w składzie z Adrianem Cyferem, dla którego będzie to pierwszy sezon w gronie seniorskim. 22-latek, który jeszcze niedawno świętował ze Stalą Gorzów złoty medal mistrzostw Polski, postara się z przytupem wkroczyć do bram Nice PLŻ. Podstawowymi juniorami Polonii będą prawdopodobnie Kacper Grzegorczyk oraz Paweł Staniszewski.

 

O ile większość klubów w Nice PLŻ bazuje przede wszystkim na polskich zawodnikach, to filozofia klubu z Krakowa jest zgoła odmienna. Arge Speedway Wanda Kraków liczy w szczególności na swoich stranieri. Na lidera wyrasta Anglik, Scott Nicholls, którego kibicom speedwaya raczej przedstawiać nie trzeba i wcale nie jest to melodia przeszłości. Podobnie jak w przypadku Duńczyka, Nicolaia Klindta, który miał przyzwoity poprzedni sezon w Częstochowie. W kadrze drużyny z grodu Kraka jest aż trzech żużlowców z kraju Hamleta, bowiem są jeszcze Patrick Hougaard oraz Claus Vissing. Z polskich zawodników w Wandzie pojadą Mateusz Szczepaniak i Ernest Koza. Problemem mogą być juniorzy, a liderem w tej formacji będzie prawdopodobnie Eryk Borczuch.

 

Sporo obcokrajowców jest także w rzeszowskiej Stali. W trakcie zimowej przerwy były obawy, że team z Podkarpacia może nie zbudować solidnego składu, ale ostatecznie wygląda to całkiem przyzwoicie. Kluczowe okazało się zatrzymanie w zespole Dawida Lamparta, który miał oferty z innych klubów, nawet ekstraligowych. Być może dawne czasy przypomni sobie Australijczyk Davey Watt, który dekadę temu z powodzeniem ścigał się w barwach Żurawi w Ekstralidze. Kolejną szansę od polskiego klubu otrzymał Anglik, Chris Harris, dla którego Rzeszów będzie kolejny przystankiem. Być może tutaj były uczestnik cyklu Grand Prix odnajdzie swoje miejsce. Duży ciężar zdobywania punktów powinien spoczywać na barkach Duńczyka Nicklasa Porsinga. W talii Janusza Stachyry są jeszcze zawodnicy, których forma jest bardzo zagadkowa i nie mają oni większego lub żadnego doświadczenia na torach Nice PLŻ. To Marcel Szymko, Francuz, Dimitri Berge, Australijczyk, Josh Grajczonek i Rumun, Andrei Popa. Wydaje się, że spokojne utrzymanie się będzie sukcesem rzeszowian i zarazem głównym celem tej ekipy.

 

O tym samym marzy Polonia Bydgoszcz, ale będzie to zadanie niezwykle trudne do wykonania. Ten wielce utytułowany i zasłużony klub boryka się od kilku lat z problemami finansowymi i powolnym krokiem wychodzi na prostą. Kosztem tego jest niezbyt mocna kadra, której zadaniem będzie uniknięcie spadku. O sile bydgoszczan powinni stanowić dwaj Rosjanie w osobach Andrieja Kudriaszowa oraz Wiktora Kułakowa. Spore oczekiwania są wobec Oskara Ajtnera-Golloba, który już w poprzednim sezonie był motorem napędowym Polonistów. Jeżeli ta trójka pojedzie na swoim wysokim poziomie, a dostosują się do nich Marcin Jędrzejewski, Mikołaj Curyło oraz Damian Adamczak, wówczas jest nadzieja, że ekipa znad Brdy odjedzie spokojny sezon. Kluczem na pewno będą spotkania na własnym owalu, a języczkiem u wagi będą juniorzy. Patryk Sitarek, Tomasz Orwat, Mateusz Jagła muszą przynajmniej na swoim torze próbować odbierać punkty rywalom.

 

Już pierwsza kolejka pokaże nam jak spiszą się faworyci, a jak wypadną ci, którzy są skazywani na porażkę. Nie pozostaje nic innego jak śledzić zmagania żużlowców na stadionach oraz w telewizji Polsat Sport.