Przed tym spotkaniem oba zespoły liczyły się w walce o Ekstraklasę. W lepszej sytuacji była GieKSa, która z 50 punktami znajdowała się w gronie trzech klubów z takim dorobkiem. Górnik zgromadził 46 oczek i jego szanse na powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej były małe. Spotkania zabrzan z piłkarzami z Katowic zawsze przebiegały w atmosferze tzw. zgody, ale wiadomo było, że na murawie walka będzie o każdą piłkę.

 

Pierwsze 25 minut nie zachwyciło kibiców. Dominowała walka, niedokładność i słabe tempo. Pierwszą poważna akcję stworzyli goście. Bramkarz Górnika Tomasz Loska wyszedł daleko z bramki, aby odebrać piłkę Alanowi Czerwińskiemu. Ten minął golkipera i ładnie przymierzył, ale fantastycznie zachował się Bartosz Kopacz, który zaasekurował Loskę. Pięć minut później po dośrodkowaniu Rafała Kurzawy wspomniany już obrońca z Zabrza trącił futbolówkę, jej lot zmienił zawodnik GieKSy Andreja Prokić i skierował ją do własnej bramki. Goście ruszyli do ataku, ale przed przerwą nie potrafili odrobić strat.

 

Ataki katowiczan nabierały rozpędu. Coraz więcej pracy miał Loska, ale przyjezdni nie potrafili wypracować sobie stuprocentowej sytuacji. Górnik wywalczył trzy punkty i ma ich już 49. GieKSa straciła szanse na wyprzedzenie Olimpi Grudziądz. Walka o awans do Ekstraklasy w dalszym ciągu nie jest rozstrzygnięta i tak naprawdę tylko pierwsza Sandecja Nowy Sącz może już mrozić szampany.

 

Górnik Zabrze - GKS Katowice 1:0 (1:0)

 

Bramka: Prokić 31-sam

 

Górnik: Loska – Wolniewicz, Kopacz, Suarez, Olszewski – Wolsztyński (Arcon 67’), Matuszek, Żurkowski, Kurzawa – Angulo, Ledecky.

 

GKS: Nowak – Czerwiński, Kamiński, Pielorz, Abramowicz – Kalinkowski, Zejdler – Foszmańczyk, Prokić, Mandrysz – Lebedyński (Wołkowicz 77’)