"Kolejorz" w środę rozczarował - po pięciu kolejnych wygranych, gładko przegrał na Łazienkowskiej z Legią 0:2. Tym samym mocno skomplikował sobie sytuację w walce o mistrzostwo kraju, choć do drużyny Jacka Magiery traci tylko dwa punkty. Tyle samo zresztą, co Jagiellonia Białystok i najbliższy rywal - Lechia.

 

Czasu na rozpamiętywanie porażki nie ma zbyt wiele, bowiem w niedzielę lechitów czeka kolejny ważny mecz z Lechią, która w ostatniej kolejce rozgromiła "Jagę" 4:0. - Uważam, że jesteśmy w stanie odpowiednio zareagować na wynik poprzedniego meczu. Zawsze po porażkach kolejne spotkania były dobre w naszym wykonaniu. Byliśmy w nich agresywni, zdyscyplinowani. Mam nadzieję, że tak samo będzie w niedzielę - powiedział Bjelica na konferencji prasowej.

 

Ostatni pojedynek obu zespołów na Bułgarskiej przed dwoma miesiącami miał swoją pozaboiskową dramaturgię. Gdańszczanie kończyli spotkanie w dziewiątkę, a dodatkowo czerwoną kartkę otrzymał rezerwowy bramkarz Vanja Milinkovic-Savic. Arbiter Szymon Marciniak pokazał też 10 żółtych kartek i odesłał szkoleniowca Lecha na trybuny. - Nie wiem jak będzie teraz, ale jesteśmy przygotowani do spotkania. A emocji w każdym meczu potrzebujemy. Widzieliśmy je w starciu z Pogonią, pokazaliśmy je i wygraliśmy. Z Legią przegraliśmy, ponieważ ich zabrakło. Bez emocji nie możemy grać - tłumaczył Bjelica.

 

Zdaniem Chorwata Lechia potrafi grać bardzo ofensywnie i efektywnie. - Ma dużo jakości w ataku, dobrych piłkarzy. Zwycięstwem nad Jagiellonią zbudowali sobie pewność siebie. To będzie dla nas ciężki mecz, zresztą jak każdy na własnym stadionie. Powiem to co zawsze: musimy być skoncentrowani, agresywni. Jeśli to będzie w naszej grze, to możemy wygrać - zaznaczył.

 

Szkoleniowiec nie zaprząta sobie głowy rozstrzygnięciami na innych boiskach. W niedzielę w Białymstoku Jagiellonia zmierzy się z Legią, a to spotkanie może też okazać się kluczowe w kontekście rywalizacji o tytuł. - Jestem trenerem i kibicem Lecha. Chcemy wygrać z Lechią i tylko o tym myślę. Jak skończy się nasz mecz, to pewnie obejrzę to spotkanie. Nie będę jednak nikomu kibicował. Żeby ten mecz miał dla nas jakieś znaczenie, to my musimy najpierw wygrać. A na to, co będzie się działo w Białymstoku, nie mamy wpływu. Oczywiście, dla nas najlepszym wynikiem jest zwycięstwo Jagiellonii. Wtedy będziemy mieli szansę na mistrzostwo - przyznał.

 

Bjelica odniósł się także do nieobecności w składzie Szymona Pawłowskiego. Jeszcze jesienią był on jednym z liderów drużyny, ale na wiosnę jego pozycja w zespole wyraźnie osłabła. Doświadczony pomocnik grał coraz mniej, a w Warszawie zabrakło go w kadrze meczowej. - Nie jestem zadowolony z jego gry. Nie pomagał drużynie, dlatego przy okazji dwóch ostatnich meczów był na trybunach. Powiedziałem mu, że jeśli chce grać, to musi być lepszy. Wiem, że był dla Lecha ważnym zawodnikiem, był liderem tej drużyny. Ale ja trzy lata temu grałem z Austrią Wiedeń w Lidze Mistrzów, a kiedyś byłem dobrym piłkarzem. Dziś nie jest to ważne. Liczy się to, co teraz. Szymon musi pokazać, że znów jest w formie - stwierdził szkoleniowiec, który dotąd nie krytykował swoich podopiecznych.

 

Mecz Lecha z Lechią rozegrany zostanie w niedzielę o godz. 15.30. W rundzie zasadniczej w Gdańsku gospodarze wygrali 2:1, a w Poznaniu "Kolejorz" zwyciężył 1:0.