Marcin Kamiński rok temu – po wygaśnięciu kontraktu z Lechem Poznań – wyjechał do 2. Bundesligi. Przeżył niesamowite miesiące, po których ostatnio świętował awans do Bundesligi. - Pytasz, czy to była euforia po awansie? Za mało powiedziane! To było prawdziwe szaleństwo – opowiada środkowy obrońca VfB Stuttgart. I 25-letni obrońca sięga po telefon i pokazuje filmik z fety na 35-hektarowym polu Cannstaller Wasen. Nieprzebrany tłum ludzi – w białych koszulach VfB, na szyjach szaliki, a w rękach biało-czerwone flagi. Pełne szaleństwo 60 tysięcy ludzi...

 

VfB Stuttgart spadł rok temu. Po spadku doszło do prawdziwej rewolucji. Odszedł prezydent Bernd Wahler, dyretor sportowy Robin Dutt, trener Juergen Kramny. Nowy prezydent klubu, Wolfgang Dietrich zaufał Janowi Schindelmeiserowi w roli menedżera, a ten postawił na trenera Josa Luhukay'a. To właśnie Luhukay wierzył w Kamińskiego.

 

Polaka chciał trener, który odszedł po 4. kolejce!

 

Marcin opowiada: - Rok temu byłem w podróży do Chorwacji – na wakacje. Miałem propozycje z dwóch klubów 2. Bundesligi – z Karlsruher SC i Eintrachtu Brunszwik. W Karlsruhe byłem, rozmawialiśmy, przyszedłem testy medyczne. Praktycznie wszystko było ustalone, ale daliśmy sobie trochę czasu na podpisanie kontaktu. Menedżer sygnalizował, że może się coś zdarzyć. I zdarzyło się, gdy jechałem autem nad Adriatyk. Praktycznie cały czas dzwonił mój telefon. Ostatecznie jechaliśmy większą grupą i koledzy wysadzili mnie w Zagrzebiu, skąd złapałem samolot do Frankfurtu nad Menem. Właśnie we Frankfurcie – w jednym z hoteli przy lotnisku – doszło do spotkania z VfB Stuttgart. Odbyłem dwugodzinną rozmowę z trenerem Luhukay'em. Była dla mnie naprawdę przekonująca. Zdecydowałem się na podpisanie kontraktu – do 2019 roku, z możliwością przedłużenia umowy o rok.

 

Kamiński znalazł się w klubie, który znalazł się... na zakręcie. Luhukay szybko pokłócił się z władzami klubu. Po dwóch porażkach w czerech kolejkach odszedł. „Na chwilę” drużynę przejął asystent, Olaf Janssen. - Wylądowałem poza „osiemnastką” - wspomina Marcin – Dziwnie się poczułem. Tak było również w kolejnym meczu...

 

Cios, po którym tylko zacisnął zęby...

 

Przyszły zwycięstwa Stuttgartu z 1. FC Kaiserslautern i Brunszwikiem, a drużynę ostatecznie przejął Hannes Wolf. Kamiński relacjonuje: - Trener Wolf przed swoim pierwszym spotkaniem z Bochum powiedział mi, że wystawi taką samą jedenastkę jak z Brunszwikiem. Argumentował, że dwa dni treningów to za mało, aby coś zmieniać. Jednocześnie zapewniał, że później na nowo zacznie się rywalizacja. Szybko uwierzyłem, że mam szansę – trener często ze mną rozmawiał. Byłem blisko debiutu w 10. kolejce – przeciwko TSV 1860 Monachium. Kilka tygodni świetnie mi się trenowało. Czułem się coraz pewniej. Jednak „zawaliłem” jeden jedyny trening. Gdzieś zdarzyło się niecelne zagranie, za drugim razem prosta strata i znowu nie dane mi było powąchać murawy w spotkaniu o punkty. To był cios. Jednak cios, po którym tylko zacisnąłem zęby. Uznałem, że nie mam nic do stracenia. Rozmawiam regularnie z trenerem mentalnym, Pawłem Frelikiem. Daje mi to dużo – pozwala odrzucić narzekanie, czy marudzenie. Pozwala skoncentrować się na pracy, a nie na dywagacjach, dlaczego gra ktoś inny, a nie ja...

 

Kamiński zadebiutował w 11. kolejce – w wyjazdowym meczu z KSC. To było 30 października 2016 roku. Od tego czasu wystąpił w 23 spotkaniach na 24 możliwe. Nie zagrał tylko raz – w marcu 2017 roku – gdy z Bochum pauzował za czerwoną kartkę, która była konsekwencją dwóch żółtych...

 

Przykład Lewandowskiego działał na wyobraźnię

 

W sezonie 2009/2010 Marcin Kamiński zadebiutował w Ekstraklasie – gdy gwiazdą Lecha był Robert Lewandowski. - Niewątpliwie przykład Roberta działał na wyobraźnię – mówi „Kamyk” - Poszedł w świat i dał sobie radę. Zadebiutowałem w Lechu właśnie w sezonie 2009/2010, a od sezonu 2011/2012 grałem regularnie. Wystąpiłem w prawie 160 meczach ligowych. Wiosną 2016 Lech przedstawił mi propozycję nowego kontraktu - naprawdę godną. To była poważna oferta, co do której miałem się określić bodaj do kwietnia. Zdałem sobie sprawę, że w Lechu jednak nie rozwijam się. Gram regularnie, zmieniają się trenerzy, a ja i tak nie mam żadnego problemu, żeby występować. Jednak nie owocuje to powołaniami do kadry. Miałem wrażenie, że stanąłem w miejscu. Gdybym był wygodny, to podpisałbym nowy kontrakt w Poznaniu. Propozycja ze Stuttgartu była lepsza finansowo – jednak nie było jakiejś wielkiej różnicy z tym, co miałbym w Wielkopolsce. Potrzebowałem jednak bodźca, aby się rozwijać. Naprawdę nie chodziło o pieniądze. Dom, ciepełko – to był Poznań. Stuttgart to było zupełnie nowe wyzwanie. Z wielką presją – wszyscy liczyli na awans.

 

Ostatecznie Stuttgart – szczególnie wiosną – zaczął grać na miarę oczekiwań. 29-letni Simon Terodde – ściągnięty z Bochum – został królem strzelców. Wrócił do zdrowia inny świetny napastnik Daniel Ginczek, którego przymierza selekcjoner reprezentacji Niemiec, Joachim Loew. 26-letni Ginczek miał problem z karkiem. Długo pauzował, przeszedł operację i kiedy już wyszedł na pierwszy trening, to w ostatniej minucie tego treningu zerwał więzadło krzyżowe! Jednak nie załamał się. Kamiński mówi: - Terodde i Ginczek potrafią strzelać gole, ale wielką rolę odegrali również dwaj piłkarze wypożyczeni – Japończyk Takuma Asano z Arsenalu Londyn i Portugalczyk Carlos Mane ze Sportingu Lizbona. Środek pola to doświadczony kapitan, Christian Gentner, ale i 21-letni Ebenezer Ofori z Ghany...

Asano ma 22 lata, Mane 23. Jednak obrona również nie jest zaawansowana wiekowo. W bramce gra 28-letni Australijczyk Mitchell Langerak. Na prawej stronie występuje 21-letni Francuz Benjamin Pavard, partnerem Marcina jest 21-letni Timo Baumgartl, a na lewej obronie wybiega 28-letni Argentyńczyk Emiliano Insua. W 2. Bundeslidze w pomocy potrafił się również pokazać 18-letni Chorwat Josip Brekalo, wypożyczony z Wolfsburga. Wreszcie dobre mecze w drugiej linii zaliczył 26-letni Rumun Alexandru Maxim.

 

„Popędził do stolika zajmowanego przez Bundesligę”

 

Kamiński zaznacza: - Zdaję sobie sprawę, że będzie duża konkurencja. Że klub musi się wzmocnić. Zresztą w tym celu doszło do wielkich zmian, które musieli przegłosować kibice... 11,75 procenta udziałów VfB Stuttgart znalazło się w posiadaniu koncernu Daimlera – za 41,5 miliona euro. Kolejne 11 procent ma zostać sprzedane innemu udziałowcowi. Stuttgart to jedno z najbogatszych miast w Niemczech – światowa siedziba koncernu Daimlera. Nic dziwnego, że 60-tysięcy stadion nosi nazwę Mercedes-Benz-Arena. W Bundeslidze zawsze będzie wyprzedany do ostatniego miejsca. - Po to podszedłem do Niemiec, aby grać przeciwko takim piłkarzom, jak Robert Lewandowski – uśmiecha się Marcin podczas zgrupowania kadry. A przechodzący Łukasz Teodorczyk ze śmiechem dodaje: - Zapraszaliśmy Marcina do stolika „fusów”, ale popędził do tego zajmowanego przez Bundesligę... „Kamyk” ripostuje: - U was nie było miejsca!

 

Dotychczas Kamiński pierwszy i ostatni raz był na zgrupowaniu kadry powołanej przez Adama Nawałkę w listopadzie 2013 roku. Zagrał tylko w debiucie selekcjonera – przeciwko Słowacji we Wrocławiu. - Teraz zrobię wszystko, aby przyjeżdżać regularnie – mówi z przekonaniem w trakcie zgrupowania przed Rumunią – Po to właśnie wybrałem drogę przez Stuttgart, aby na stałe znaleźć się w kadrze. Niesamowicie mnie cieszą ostatnie tygodnie – najpierw mistrzostwo 2. Bundesligi, a później powołanie do drużyny narodowej.

 

Ostatnie pytanie – czy Lech, mistrz Polski z 2015 roku wygrałby z mistrzem 2. Bundesligi z 2017 roku? Marcin uśmiecha się od ucha do ucha: - Lech z 2015 roku też był niesamowicie silny. Z Zaurem Sadajewem, który chciał zagryźć każdego rywala. A w szatni był tak spokojny, jak mało kto. Boisko zmieniało go niesamowicie! Jaki byłby wynik? Myślę, że... remis. I nie jest to odpowiedź dyplomatyczna. Jedno muszę jednak przyznać – intensywność gry w 2. Bundeslidze jest większa niż w Ekstraklasie. To dla mnie również doświadczenie. A teraz doświadczeniem będzie już Bundesliga!