Ważne jest, żeby zacytować wiernie słowa Krystiana Bielika. Po wyjściu z szatni po pierwszym spotkaniu turnieju rezerwowy zawodnik wypalił: „Zabrakło zdecydowania, pazerności i chęci zwycięstwa. Dopiero po golu na 2:1 wymieniliśmy butlę z tlenem. Najgorsze jest to, że gramy jak trenujemy, a nasze treningi nie są na najlepszym poziomie. Trzeba podejść do kolejnych meczów z jajami, bo przeciwko Słowacji nam ich zabrakło...”.

Bielik jednocześnie zaatakował trenera Marcina Dornę, jak i kolegów z drużyny. Szok i konsternacja. I w dodatku „paliwo” dla mediów. Bo czym innym są krytyczne słowa komentatora Tomasza Hajty, a czym innym wystąpienie 19-letniego piłkarza, który - jeśli chodzi o występy z Białym Orłem na piersi - miał na koncie słabe mecze w turnieju kwalifikacyjnym U-17, a także odmowę gry dla U-18.

Bielik – pakowanie albo gra „z jajami”... Dorna myśli inaczej!

Rada drużyny chciała usunięcia Bielika z ekipy! Piłkarz po raz pierwszy przyjechał na zgrupowanie U-21 i od razu kolegom zarzucił brak „jaj”. „Kiedyś Bielikowi połamaliby nogi na pierwszym treningu po takim wystąpieniu” - mówi człowiek doskonale znający reprezentację U-21. „I teraz było gorąco po Słowacji, ale... wszystko odbyło się na poziomie” - słyszymy - „To też dobrze świadczy o charakterach najważniejszych piłkarzy tej drużyny, jak Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Paweł Dawidowicz, czy Mariusz Stępiński”. Rada drużyny była zbulwersowana Bielikiem, ale skoro trener Dorna uznał, że chłopak ma zostać, to obyło się bez łamania nóg... Tyle, że Bielik został w drużynie na pokaz. Bo Dorna w trakcie turnieju nie skorzystał z niego. Wydaje się, że były dwa rozwiązania w tej sytuacji – spakowanie Bielika po jego wystąpieniu albo pozostawienie, aby pokazał, jak się gra „z jajami”... Dorna wybrał trzeci wariant, zupełnie niezrozumiały...

Na co czekać z Milikiem i Zielińskim? Kluczowe podejście samych asów...

Nota bene – to była druga sytuacja, w której Dornie zabrakło stanowczości. Podobnie rzecz się miała z Arkadiuszem Milikiem i Piotrem Zielińskim. Miesiącami kwestia pozostawała niewyjaśniona. Ba, obaj otrzymali powołanie na turniej! Po kilku dniach przyszło jednak pismo z Napoli, że nie mogą dołączyć do polskiej U-21. Żaden Włoch nie został zablokowany przez żaden włoski klub! Nawet ci z największymi nazwiskami, jak Gianluigi Donnarumma (Milan), Daniele Rugani (Juventus), Roberto Giagliardini (Inter) czy Federico Bernardeschi (Fiorentina). Myślę, że Dorna powinien dawno wyjaśnić sytuację, w której niebagatelne znaczenie miało podejście samych piłkarzy. Dorna nie powinien zdawać się na prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka, który do ostatniej chwili próbował negocjować z neapolitańskim klubem. Dorna był trenerem i to na nim ciążyła odpowiedzialność za powołanie 23-osobowej ekipy. Tymczasem na miesiąc przed finałami Euro szkoleniowiec U-21 odmówił występu w „Cafe Futbol”, argumentując, że musiałby zmierzyć się z kwestiami personalnymi.

Jedenastka z siedmioma piłkarzami z problemami!

Tymczasem kwestie personalne to... sól futbolu. Pokazały to nominacje Dorny do składu na pierwszy meczu turnieju. Uparł się, aby zagrali Jakub Wrąbel, Jarosław Jach, Paweł Jaroszyński, Paweł Dawidowicz, Patryk Lipski, Bartosz Kapustka i Mariusz Stępiński. Aż siedmiu piłkarzy, którzy ostatnio mieli problem z graniem w klubach, czy przez kontuzje, czy przez konkurencję – ba, jeden z nich od kilku tygodni wcale nie miał klubu! Jach i Jaroszyński zaprezentowali się przeciętnie, Wrąbel gola nie zawinił, ale był chaotyczny nadzwyczajnie, Lipski bramkę zdobył już w pierwszej minucie, ale później zupełnie zniknął, a Dawidowicz, Kapustka i Stępiński byli po prostu słabymi ogniwami. Na Szwecję Kapustka wypadł z powodu kontuzji, ale Dorna dalej upierał się, że Dawidowicz i Stępiński uniosą ciężar odpowiedzialności i zaprezentują odpowiednią formę. Tak się nie stało, choć były alternatywy.

Rozgrzeszać za trzeci mecz, czy zapytać o metodę Hapala?

Co do trzeciego meczu turnieju – z Anglią, w którym Polacy zaprezentowali się słabo fizycznie, to mam mieszane uczucia. Obciążyć za to Dornę, czy jednak uznać argumenty Marka Koźmińskiego i Andrzeja Juskowiaka, które padły na dzień przed finałami. Obaj zgodnie podkreślali, że wybrańcy Dorny praktycznie nigdy nie spotkali się z sytuacją trzech meczów o ogromną stawkę w siedem dni. Okazało się, że wysiłek trzeciego meczu przerósł nie tylko Biało-Czerwonych, ale i Szwedów, którzy padali ze Słowakami. Ba, w trzecim meczu turnieju niesamowite kłopoty mieli również Niemcy (porażka z Włochami 0:1, a praktycznie przez całe 90 minut grali bez energii), czy Czesi (którzy zaskakująco przegrali z Duńczykami). Z drugiej strony Niemcy podnieśli się na półfinał. Ciekawe, że nasz grupowy rywal, Słowacy utrzymali formę we wszystkich trzech meczach – więcej ich motorem napędowym był Jaroslav Mihalik, rezerwowy w Cracovii. Owszem – poziom Ekstraklasy nie jest za wysoki, tempo gry nie jest zbyt duże, ale Mihalik pod wodzą Pavla Hapala dobrze przepracował kilkanaście dni przed turniejem.

Odpowiedź, jak przepracowali ten czas Polacy pod wodzą Dorny jest oczywista – niewłaściwie. Na tle Słowacji było źle, ze Szwedami drużyna podniosła się na koniec, ale w trakcie drugiej połowy była „dziura” - 20-minutowa, a może nawet półgodzinna, w czasie której nic nie mogliśmy zdziałać, choć Szwecja prowadziła 2:1. Końcówka – zagrana z sercem – uradowała nas, ale... Rozczarowanie z Anglią spotęgowało słuszną krytykę, szczególnie, że mogło się skończyć kompromitacją, gdyby nie doskonale broniący na refleks Wrąbel.

Dorna człowiekiem PZPN, a to kluby hartują

Czy Dorna mógł prowadzić reprezentację U-21? Mógł – świadczy o tym półfinał U-17 w 2012 roku, a także prowadzenie U-21 w eliminacjach ME 2015. Wtedy mógł, to i teraz mógł! Wówczas wygrał wszystkie mecze u siebie – między innymi z późniejszym triumfatorem całej edycji, Szwecją. Na wyjazdach wygraliśmy jednak tylko ze słabeuszem – Maltą. Kwestia awansu rozstrzygnęła się w ostatnim meczu w Grecji, gdzie Dorna musiał zestawić skład bez Milika powołanego przez Adama Nawałkę. Przyszła porażka 1:3, ale trochę pechowa, stąd decyzja Bońka o pozostawieniu inteligentnego trenera na edycję ME 2017, w której byliśmy gospodarzami.

Dorna na pewno zostanie w PZPN-ie. Może zająć się wieloma projektami szkoleniowymi, a także prowadzeniem reprezentacji niższego rocznika. Nie warto rezygnować z takiego fachowca, dla którego ostatnie tygodnie to również niebagatelne doświadczenie. Pytanie, czy on sam kiedyś nie powinien zaznać futbolu klubowego? Taki Hapal z Żiliną był mistrzem Słowacji, a posmakował nawet Ligi Mistrzów! Taki Vitezslav Lavicka był trzy razy mistrzem kraju – dwa razy w Czechach z dwoma różnymi klubami, a także w Australii. Praca w klubie hartuje i niesamowicie wzbogaca. Teraz Boniek zapewne postawi na trenera z doświadczeniem klubowym, jednak kwestia strategii szkolenia – w różnych aspektach - nie może zostać ukryta za plecami Czesława Michniewicza, czy innego szkoleniowcem z nazwiskiem, którego celem będzie awans do turnieju finałowego U-21 we Włoszech i San Marino w 2019 roku.

„Przedostatnie pokolenie tak wielu piłkarzy ograniczonych technicznie”

W jakimś stopniu pocieszająca jest opinia Zbigniewa Masternaka, pisarza, a także ojca niezwykle zdolnego Wiktora (rocznik 2007), który niedawno zamienił Escolę Varsovia na Cracovię. Masternak – pasjonat futbolu, kapitan Reprezentacji Polskich Pisarzy - zna wiele szkółek polskich, ale także zagranicznych. Po ostatnim gwizdku sędziego w meczu Polska – Anglia, zadzwonił i powiedział: „To ostatnie, no może przedostatnie pokolenie, w którym jest tak wielu ograniczonych technicznie piłkarzy. Teraz już tak się nie gra, a przede wszystkim nie trenuje. Uczy się błyskawicznej wymiany podań na szybkości, wykorzystując technikę indywidualną, która również jest doskonalona na każdych zajęciach”.