Produkcja Blizzard Entertainment jest póki co hegemonem jeśli chodzi o e-sportową scenę wśród kolekcjonerskich gier karcianych. Wystarczy wspomnieć, że pula nagród w rozpoczętych 7 lipca mistrzostwach wiosny sięgnęła ćwierć miliona dolarów! Do tej pory na rynku brakowało tytułu, który realnie mógłby zagrozić rywalizacji postaci z uniwersum Warcrafta. Teraz ma się to zmienić za sprawą polskiego studia i gry osadzonej w realiach znanego już na całym świecie Wiedźmina.

Twórcy chcą wykorzystać popularność sagi o Wiedźminie autorstwa Andrzeja Sapkowskiego, która została dodatkowo spotęgowana przez ciepłe przyjęcie gry na podstawie opowiadań o Geralcie z Rivii. Ich zdaniem przygody "Białego Wilka", to w tej chwili marka mogąca śmiało stanąć w szranki z Hearthstonem. Rozgłosu produkcji z pewnością dodatkowo przysporzy serial przygotowywany obecnie przez spółkę Netflix.

 


Zasady "Gwinta" są pozornie proste. Gracze konkurują ze sobą na planszy, której połowa składa się z trzech rzędów odpowiadających kolejno za: walkę w zwarciu, dystansową oraz oblężenie. Na początku rozgrywki gracz losuje dziesięć kart ze swojej talii, posiadających określony współczynnik ataku, a czasem również rozmaite specjalne efekty. Poza dobieraniem kart wynikającym z umiejętności jednostek, gracz otrzymuje dodatkowe dwie karty po pierwszej i jedną po drugiej turze. Wygrywa ten, kto zgromadzi więcej punktów na koniec rundy. Jedna rozgrywka składa się natomiast z trzech rund, więc do pełni szczęścia konieczne jest wygranie przynajmniej dwóch z nich.

Gracz buduje swoją talię z kart jednej z pięciu frakcji. Pierwszą z nich jest Cesarstwo Nilfgaardu, które drogi do zwycięstwa upatruje w identyfikowaniu kart wroga oraz zaszywaniu w jego szeregach szpiegów. Drugą ze stron są odporne na mróz, mgłę i deszcz Potwory. Atakują one grupami, mogącymi przerodzić się w hordy za sprawą gniazd, a dodatkowo możliwe jest dla nich pożarcie sojuszniczych jednostek w celu pochłonięcia ich siły. Trzecią frakcję stanowią, przywodzący na myśl Wikingów, Skelligijczycy. Śmierć w boju, to dla nich największa chwała, a dzięki medykom i kapłanom możliwe jest przywracanie z cmentarza poległych jednostek o zwiększonej sile. Dodatkowo zranienie Skelligijczyka będzie powodowało u niego znacznie zwiększający atak berserk. Czwarta z frakcji to Królestwa Północy, bazujący na podnoszących morale podwładnych przywódcach oraz liczebności armii. Ostatnia ze stron, to natomiast lubujący się w zasadzkach i atakach z ukrycia Scoia'tael.

W "Gwincie" liczy się nie tylko siła, ale również spryt i przebiegłość. Konieczne jest takie zwodzenie przeciwnika, aby zagrywał on swoje najsilniejsze karty w momencie, gdy samemu kontroluje się rozgrywkę. Czasami trzeba też celowo oddać partię, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę w rozstrzygającej trzeciej rundzie.

Ponadto w grze ma pojawić się, wydawana w odcinkach, przygoda dla jednego gracza, która koncentrować się będzie wokół najbardziej znanych postaci serii. Podobno gracz stanie przed trudnym wyborem podejmowania decyzji o różnych konsekwencjach. Nie inaczej było w książkach i grze o Geralcie z Rivii, gdzie moralność stanowiła jedną z szerzej poruszanych kwestii.

Twórcy obiecują więc wszystko, z czego słynie saga o Wiedźminie i jeśli uda się zrealizować założenia, to "Gwint" może chyba faktycznie zagrozić pozycji Hearthstone'a.

 

Od 24 maja trwają otwarte beta testy, a oficjalna data premiery planowana jest na listopad tego roku.

 

 

W załączonym materiale wideo filmowy zwiastun gry.