Jak się pan czuje po ponad dwóch tygodniach Wielkiej Pętli?

 

Jestem dosyć zmęczony. Ucieczka na etapie do Pau kosztowała mnie wiele sił, potem praktycznie nie odpocząłem. Nie było czasu na pełną regenerację. Ale pod względem fizycznym nic mi nie dolega.

 

Jaki duch panuje w ekipie Bora-Hansgrohe? Nie macie już swoich liderów Petera Sagana, który został zdyskwalifikowany, i Rafała Majki, poobijanego w kraksie na etapie do Chambery.

 

Jedzie się inaczej, ale mimo wszystko morale jest wysokie. Mamy świadomość, że bardzo długo przygotowywaliśmy się do tego wyścigu. Szkoda zaprzepaścić tę pracę. Każdy w ekipie stara się jak może – masażyści, mechanicy, dyrektorzy sportowi i my, kolarze. Skupiamy się na tym, by jeszcze pokazać ducha walki. Tour de France się nie skończył, choć Peter i Rafał pojechali już do domu. My musimy jakoś radzić sobie bez nich.

 

Najwyżej sklasyfikowany z pana drużyny Niemiec Emanuel Buchmann zajmuje 17. miejsce ze stratą prawie 20 minut do prowadzącego Chrisa Froome’a.

 

W klasyfikacji generalnej trudno będzie coś zdziałać. Strata Buchmanna jest bardzo duża. Upatrujemy swoich szans w ucieczkach.

 

Wydaje się, że szansa na skuteczną ucieczkę będzie na 19. etapie do Salon-en-Provence. Spróbuje pan?

 

Chcę się jeszcze pokazać kibicom. Na najbliższych etapach, zwłaszcza dwóch górskich, raczej nie będę widoczny. Ważne będzie tylko dojechanie do mety w limicie czasu. Na 19. etapie rzeczywiście jest szansa na to, by ucieczka się powiodła. Przypuszczam, że decyzja o tym, kto z nas będzie atakować, zapadnie po 18. etapie. Trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że 20. etap to jazda indywidualna na czas. Nie wiem, czy to ja zostanę wyznaczony do ucieczki, czy będę oszczędzać siły na czasówkę.

 

Jest pan specjalistą od jazdy na czas, szóstym zawodnikiem igrzysk w Rio de Janeiro i czwartym w mistrzostwach świata w Katarze. Jednak w czasówce otwierającej Tour de France w Duesseldorfie nie był pan chyba w olimpijskiej formie.

 

Ale wydaje mi się, że po dwóch tygodniach Tour de France trochę się rozkręciłem, mam lepsze nogi. Czasówka w Marsylii odbędzie się w przedostatnim dniu wyścigu. Wszyscy będą już bardzo zmęczeni, nie wiadomo jak zareaguje organizm. To będzie zagadka nawet dla tych, którzy walczą o podium wyścigu.

 

W polskich mediach szarża Bodnara na etapie do Pau odbiła się szerokim echem. Zebrał pan mnóstwo pochwał.

 

Otrzymałem po tym etapie wiele sympatycznych wiadomości. Dziękuję za każde dobre słowo. Już rok temu mogłem wygrać etap Tour de France. Teraz uciekałem 200 kilometrów, a do szczęścia zabrakło 250 metrów. Zwycięstwo etapowe byłoby dla mnie wisienką na torcie. Oczywiście w pierwszych godzinach po etapie był żal, ale już tego nie rozpamiętuję, uporałem się z tym. Czasu nie cofniemy, takie jest życie. Cieszę się, że coraz więcej osób ogląda wyścig i że dałem kibicom trochę radości. Fajnie, że to polski kolarz atakował. Mogę jedynie przeprosić, że się nie udało.