Sulęcki (25-0, 10 KO) po znokautowaniu Argentyńczyka Damiana Ezequiela Bonelliego (24-2, 21 KO) na gali Polsat Boxing Night 7 był oburzony, bowiem spodziewał się trudniejszego pojedynku. Pięściarz komentował wówczas w magazynie Puncher:
Nie ma się na czym rozwodzić: potrzeba mi wielkich pojedynków, bo na takie walki szkoda czasu. Chciałbym mieć wszystko czarno na białym. Tak naprawdę nie wiem, w jakim celu trenuję od roku. Nie chcę mi się ciężko trenować, zbijać wagi, aby w efekcie wyjść na dwie czy trzy rundy, aby boksować o pietruchę z jakimś ogórkiem...
Po małym konflikcie z promotorem Andrzejem Wasilewskim, czołowy polski pięściarz wagi super półśredniej dopiął swego i otrzyma wymarzony pojedynek. Według współwłaściciela grupy Sferis KnockOut Promotions, "Stricza" czeka na przełomie września i października pojedynek będący nieoficjalnym eliminatorem do walki o tytuł.

Sulęcki ma już ponoć znać nazwisko rywala, jednak w niedawnym wywiadzie dla "boxing.pl" nie wyglądał na zadowolonego:
Nic nie wiem o powrocie, nie ma żadnych planów. Męczy mnie to, bo walczę za grosze, a muszę przecież zapewnić córce byt. Z boksu nie da rady tego zrobić. Od ponad miesiąca nie ma mnie na sali i się tam nie spieszę, mam ważniejsze sprawy na głowie. Gwiazdą polskiej piaskownicy nie zamierzam być.
Czy zrezygnowany pięściarz zmieni plany w obliczu dużego pojedynku w Stanach Zjednoczonych?