Transfer Dembele do Barcelony to już niemalże telenowela. Borussia zażądała za 20-latka 150 milionów euro, Katalończycy są w stanie zapłacić jedynie 90 mln plus 30 mln w bonusach. Kluby nie mogą dojść do porozumienia, więc Dembele, bardzo zmotywowany, by przejść do Barcelony, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.

 

Dawny kolega Kamila Grosickiego z Rennes regularnie bojkotuje treningi, klub go za to zawiesza i w rezultacie Francuz nie ma nawet wstępu na ławkę rezerwowych, co zresztą jest mu na rękę. Dembele robi po prostu wszystko, by pokazać, że nie będzie z niego pożytku. Chce wymusić na władzach zielone światło. Według Hoenessa, jest to żenujące.

- Gdyby Dembele był piłkarzem Bayernu, zapłaciłby 100 tysięcy euro kary za każdy dzień gdy nie trenuje. I trwałoby to aż do zamknięcia okna transferowego, więc Francuz byłby biedniejszy o jakieś 1,5 miliona euro. Bo piłkarz nie może dyktować ceny. Czy Dortmund dostanie za niego 120, 130 czy 150 milionów, i tak będzie wygrany. Ważne, żeby pokazać, kto jest panem w domu. Ja bym na takie zachowanie w Bayernie nie pozwolił - zapewnił Niemiec.

Hoeness odniósł się także do roli Barcelony w całym tym zamieszaniu. Padło wiele mocnych słów.

- Jeśli to Barcelona stoi za zachowaniem Dembele, nie mam już szacunku dla tego klubu. Takie postępowanie jest zupełnie nieetyczne, to totalne dno. Decydować o transferze powinna Borussia, z którą Francuz ma ważny kontakt. Nie może być samowolki. Kluby muszą respektować kontrakty zawodników. Ponadto ja nigdy nie zapłaciłbym za piłkarza takich pieniędzy. Te sumy są po prostu chore - stwierdził 65-latek.

W czwartek dyrektor sportowy Barcelony zapewnił, że transfer Dembele jest już o krok. Mniej więcej w tym samym czasie niemiecki klub poinformował, że Katalończycy nie zbliżyli się w sprawie transferu nawet o centymetr...