Ron Lyke, trener Joey’a Abella

 

Bardzo dobry i długi obóz treningowy. Chyba najlepszy w ostatnich latach, bo mieliśmy czas się przygotować. W ostatnim tygodniu zrobiliśmy dwa dziesięciorundowe sparingi. Jest szybkość, na którą bardzo liczymy. Żadnych problemów zdrowotnych, kontuzji, żadnych wymówek przed lotem do Polski na walkę z Zimnochem. Nie powiem, ile będzie Joey ważył 9 września, powiem tylko, że  na 24 godziny przed wsiadaniem do samolotu, ma dokładnie tyle ile chciałem, kiedy pięć tygodni temu zaczynaliśmy obóz treningowy. Mentalnie też wszystko jest OK. Szanujemy przeciwnika, ale jedziemy po trzeci kolejny nokaut. Nie wiem, z której ręki. Obie są takie same mocne.

 

Bobby Benton, trener Nagy Aguilery:

 

Powiem jasno – mieliśmy cholerne szczęście. Wszyscy na świecie widzieli, że Houston - gdzie trenujemy - było pod wodą. Na szczęście aglomeracja miejska Houston jest olbrzymia i nam się udało – sala nie była zalana, jakoś się do niej dało nawet dojechać. Tak naprawdę, to Nagy stracił tylko jeden dzień treningowy. Zaraz po pierwszych dniach wielkich opadów, kiedy nie mieliśmy prądu, praktycznie nie było połączeń telefonicznych, niczego. Dodatkowym plusem jest fakt, że Nagy w ostatnich dwóch miesiącach był w treningu. Pracowaliśmy do końca. W piątek jeszcze miał ostatni sparing, w sobotę trochę pobiegał, było parę rund walki z cieniem. Ważna sprawa: nie traktujemy na luzie Werwejki bo ma tylko siedem czy ileś tam walk jako zawodowiec. Nie ma czegoś takiego w boksie jak łatwy rywal. On się nie wychodzi przewrócić na ring, a Nagy to dumny chłopak. To wcale nie musi być ostatnia walka Aguilery w Polsce w tym roku... ale najpierw musi wygrać. Więcej powiem dopiero po walce w  Radomiu.