Marcin Feddek: Przed meczem z Danią mówiłeś, że chcesz strzelić kolejną bramkę w reprezentacji. Wtedy się nie udało. Dziś strzeliłeś znowu po stałym fragmencie gry, który wielokrotnie ćwiczyliście.

Kamil Glik: Wyszła mi kopia bramki z Anglią. Zależało nam na zwycięstwie, bo wiemy co się wydarzyło w ostatnim meczu. To nie było dla nas łatwe spotkanie pod względem mentalnym. Stwarzaliśmy dogodne sytuacje, ale było też dużo rwanej piłki. Nie była to jeszcze taka reprezentacja, jaką zawsze oglądaliśmy, ale najważniejsze w tym momencie było zwycięstwo. Dążyliśmy do tego i się udało.

Było trochę nerwowo. Brakowało momentów, gdy przytrzymacie trochę piłkę, wymienicie kilka podań, przygotujecie sobie akcję. Z czego to wynikało? Tak bardzo chcieliście?

Mieliśmy fragmenty bardzo dobre, ale i fragmenty słabe, gdzie nie potrafiliśmy wymienić większej ilości podań. Mieliśmy ostatnio ciężki okres, spadła na nas fala krytyki. Wiązało się to z tym, że bardzo chcieliśmy. Byliśmy bardzo zmotywowani, by wygrać i zmazać plamę z Danii. Jeśli nie w całości, to na pewno w dużej części to się udało. Czekamy na mecze październikowe. Dwa mecze, dwa finały. Mamy nadzieję, że będziemy świętować po meczu z Czarnogórą.

Kazachowie nie oszczędzali was. Jesteście bardzo mocno poobijani.

Nastawialiśmy się, że będzie bardzo ostro. Dziś w przeciwieństwie do meczu z Danią podjęliśmy walkę. Nikt nie odstawiał nogi i to pozwoliło nam zwyciężyć.