Sporty walki

KSW 40: Pudzianowski poznał rywala!

Mariusz, jak ci się podobają spotkania "face to face" i tego typu konferencje?

 

Mariusz Pudzianowski: Takie konferencje muszą być. Dobrze, że mój rywal się nie zagalopował, bo wie, że zmierzy się z „polskim parowozem”. On jest „angielskim młotem”, ja „polskim parowozem”. Nie jestem już tym zawodnikiem, którym byłem 10 lat temu. Poprawiłem się, na treningach wyglądam bardzo dobrze. Sam jestem zaskoczony. Nie jestem typem zawodnika, który dużo mówi, a mało robi.

 

Jak na ten moment wyglądają twoje treningi?

 

Trenuję intensywnie, miałem tylko cztery dni wolne po poprzedniej gali. Miałem okres roztrenowania, ale wtedy  przygotowywałem się na 50 procent - odpuściłem tylko trochę.

 

Zostało sześć tygodni do gali w Dublinie. Na jakim jestem dziś etapie przygotowań?

 

Cały czas na tym samym – mocno trenuję. Do każdej walki przygotowuję się jak do mistrza świata i nie inaczej będzie i tym razem. Pracuję nad każdym aspektem – nad zapasami, boksem, parterem – udoskonalam wszystko.

 

Czy tobie będzie odpowiadało to, że twój rywal na pewno będzie chciał bić się w stójce?

 

Każdy ma swój gameplan. MMA jest nieprzewidywalne. Czasami trzeba dostosować się do tego, co proponuje rywal. Ja będę chciał jednak narzucić mu swój styl. Wciągnę go w swoją grę. Jestem doświadczonym zawodnikiem, zjadłem zęby na MMA, więc nie boje się o to, że „przejadę się” na swoim planie i coś nie wypali.

 

Odzywało się do ciebie UFC w sprawie walki w Gdańsku?

 

Ja mam w Polsce UFC, KSW to moje UFC. Jestem zadowolony z tej współpracy, nie planuję niczego zmieniać. Nie mam 25 lat, żeby teraz decydować się na coś nowego.

 

Gdy wygrasz, to być może staniesz przed szansą zawalczenia o pas. Myślisz o tym?

 

Nie, w ogóle o tym nie myślę. Tak naprawdę ja już nic nie muszę. Mogę, ale nie muszę. Jestem spełnionym sportowcem. Aż chce mi się wchodzić do klatki – ja się tym sportem bawię.