W 2013 roku zwycięzcą Maratonu Warszawskiego został pochodzący z Etiopii Yared Shegumo. Miał wówczas 30 lat i wynikiem 2:10.34 ustanowił rekord życiowy. W następnym sezonie rezultatem 2:12.00 zdobył w Zurychu pierwszy dla Polski medal (srebrny) mistrzostw Europy na dystansie 42 km 195 m.

W tym samym dniu, w którym Shegumo triumfował w Warszawie (29 września 2013), Brzeziński startował w Berlinie, gdzie uzyskał czas 2:12.17. W niedzielę w stolicy poprawił rekord życiowy na 2:11.27. To wynik lepszy od minimum PZLA na przyszłoroczne mistrzostwa kontynentu w Berlinie. Dwa miesiące temu skończył... 30 lat.

- Nie wiedziałem, że aż tyle jest zbieżności między mną a Yaredem. Skoro on po sukcesie w Warszawie stanął na podium mistrzostw Europy, to i ja również wytyczam sobie taki cel - powiedział urodzony w Aleksandrowie Kujawskim Brzeziński. Mieszka obecnie w Bydgoszczy, tam gdzie jego trener, 71-letni Ryszard Marczak.

Legendarny maratończyk ukończył w karierze sto biegów na dystansie 42 km 195 m (był czwarty w Nowym Jorku w 1982 roku). Przyznał, że czuje się jak... dwudziestolatek: "Ograłbym jeszcze niejednego młodzieńca. Ale nie jestem pazerny, swoje plony z lekkoatletycznego pola już zebrałem i teraz niech zbierają inni. A co do Błażeja, to jedyny zawodnik, z którym nawiązałem w tym roku współpracę. Był kompletnie zagubiony sportowo i cieszę się razem z nim, że uwierzył w swoje możliwości".

Brzeziński potwierdził opinię trenera. - To prawda, zwłaszcza po 35. kilometrze. Wtedy wzmocniła się moja wiara w zwycięstwo. Wcześniej, około 30. kilometra miałem kryzys, co zdarza się wielu zawodnikom, a nie bez powodów powszechne jest stwierdzenie, że prawdziwy maraton zaczyna się po trzydziestce - wspomniał wielokrotny medalista mistrzostw Polski w biegach długich, który przygodę ze sportem zaczynał od piłki nożnej i... jeździectwa. Biegać zaczął w 2003 roku, pod koniec nauki w gimnazjum w Ciechocinku, zachęcony przez brata Michała.

W niedzielę wyprzedził trzech Kenijczyków: Justusa Kiproticha - 2:11.52, Silasa Kipngeticha - 2:13.32 i Paula Kiosa Kangogo - 2:14.37, piąty był jego klubowy kolega Arkadiusz Gardzielewski - 2:15.16, a szósty Mariusz Giżyński (WKS Grunwald Poznań) - 2:16.53.

- Dziś wszystko było dla mnie perfekcyjne: trasa, kibice, deszczowa pogoda i co najważniejsze forma. Wykonałem plan w 110 procentach: zwycięstwo, rekord życiowy i minimum na mistrzostwa Europy - czego chcieć więcej? Pokonałem 42 km 195 m i nie czuję zmęczenia. Może gdybym nabrał na trasie nieco wcześniej więcej pewności siebie, to czas byłby lepszy. Sądzę, że byłem przygotowany na dwie godziny 10 minut - ocenił.

W latach 2012-2015 (kwiecień) Brzeziński współpracował z Grzegorzem Gajdusem, byłym rekordzistą Polski w maratonie (2:09.23), a potem ze Zbigniewem Nadolskim. Pytany, czy teraz treningi z Marczakiem są cięższe i stąd poprawa rekordu życiowego, odpowiedział, że odwrotnie: "są lżejsze".

W gronie kobiet najszybsza była Etiopka Geletu Bekelu Beji - 2:35.09, chociaż na półtora kilometra przed metą prowadziła wyraźnie faworytka Recho Kosgei, która w marcu w Barcelonie zajęła piąte miejsce z rekordem życiowym 2:30.09. Kenijka miała jednak poważny kryzys. Kilka razy przykucała i powstawała, próbowała jeszcze biec ostatkiem sił, ale nie dała rady. Na podium stanęły jej rodaczka Beatrice Jelagat Cherop - 2:36.13 i Ewa Jagielska (LKS Ostrowianka Ostrów Maz.) - 2:41.51.

Dystans 42 km 195 m pokonało 5458 osób z 57 krajów, w tym 13 wspaniałych, jak się o nich mówi - jedynych, którzy ukończyli wszystkie edycje, poczynając od pierwszej w roku 1979. Zawody nosiły wówczas nazwę Maraton Pokoju.

- Miałem niespełna 19 lat, kiedy do startu namówił mnie Wiesław Podkowa. Poważnym argumentem, aby jechać z Krakowa do Warszawy było zwolnienie z sobotnich zajęć szkolnych. Potrenowałem dwa tygodnie i... kolega się zniechęcił, bo był godzinę za mną, a ja połknąłem bakcyla i biegam do dziś - powiedział 58-letni Stanisław Orlicki.

Dodał, że w gronie 13 wspaniałych jest "młodzieńcem", wskazując na Zdzisława Karpińskiego i Franciszka Sojkę, którzy ukończyli 75 lat, a także na 73-letniego Krzysztofa Kicka.

- Pamiętajmy jednak o twórcach Maratonu Pokoju: Zbigniewie Zarembie i Tomaszu Hopferze, których nie ma już wśród nas, oraz o Józefie Węgrzynie - podkreślił Orlicki.

Oprócz maratonu można było biegać 5 km. Z tej szansy skorzystało 2812 osób, a ze zwycięstwa cieszyli się Kamil Jastrzębski (SKB Kraśnik) - 14.29 i Angelika Mach (AZS UMCS Lublin) - 16.28.

Za tydzień, 1 października, kolejna okazja do startu w zawodach na 10 km - Biegnij Warszawo. Limit 10 tys. miejsc jest bliski wyczerpania.