Siatkówka

Wołosz: To był idealny dzień na pokonanie...

Według Świderka, spotkanie Polski z Turcją było przeciętnym widowiskiem. - Ja widziałem Turcję w najgorszej formie chyba od dziesięciu lat. O tyle to dziwne, że grają pod wodzą trenera (Giovanniego Guidettiego), który gdzie nie pójdzie, to ta reprezentacja zdecydowanie podwyższa swój poziom i gra naprawdę bardzo dobrze. Dzisiaj Turczynki były bez wyrazu i takie bardzo przestraszone. Ta drużyna bardzo straciła na ataku, jeśli porównamy ją do reprezentacji sprzed kilku lat - powiedział szkoleniowiec.

 

Jak dodał, największym mankamentem polskiej reprezentacji był atak, który podczas turnieju spoczywał praktycznie tylko na jednej zawodniczce - Malwinie Smarzek. - Jedna Smarzek, która gra na swoim dobrym poziomie, mimo braku doświadczenia, to trochę za mało. Nam potrzeba drugiej "armaty" na skrzydle, która z wysokiej piłki, przy podwójnym bloku da sobie radę i skończy atak. Na środku siatki Agnieszka Kąkolewska była na ostatnich turniejach drugą punktującą w naszym zespole, zaraz po atakującej. W Baku wyglądało to znacznie słabiej i nie można tego zrzucić na słabsze przyjęcie. Tym bardziej, że z Asią Wołosz grają razem już ładnych kilka lat - przyznał.

 

Z pozytywnych elementów Świderek wysoko ocenił blok, który był bardzo mocnym punktem Biało-Czerwonych i chwalił obie libero za grę w obronie, szczególnie w meczu przeciwko Turcji. Jego zdaniem wyjście z grupy trudno jednak uznać za sukces i wykonanie jakiegoś planu minimum, bowiem polska siatkówka powinna stawiać sobie raczej wysokie cele. - Ciężko mówić o planie minimum na mistrzostwach kontynentu, na którym się mieszka. Wydaje mi się, że jesteśmy na tyle silnym krajem i mamy dobrą historię siatkówki, że powinniśmy walczyć o medale. Mówienie o tym, że planem minimum było wyjście z grupy, to trochę za mało. Odpadamy w barażach, zarówno na męskich, jak i żeńskich mistrzostwach, to znaczy, że nie jesteśmy w dobrym punkcie - zauważył.

 

Szkoleniowiec, który kadrę siatkarek prowadził w latach 2011-2012, zwrócił uwagę na problem, z którym boryka się żeńska reprezentacja od wielu lat. To częste odmowy i rezygnacje niektórych czołowych zawodniczek z gry w narodowym zespole. - Według mnie w Polsce jest kilka, a może nawet kilkanaście siatkarek, które mogłyby zasilić tę reprezentację, tak się jednak nie stało. Graliśmy w Baku zespołem znacznie słabszym. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że można nie grać w siatkówkę, skoro się ją tak kocha i nie urwało jeszcze nogi. Wielokrotnie słyszałem to powiedzenie: "najważniejsze jest zdrowie". Odmowa na zasadzie, że ja muszę wyleczyć kontuzję, której nabawiłam się w sezonie klubowym i mogę wrócić do kadry jedynie na imprezę główną jest trochę śmieszna. Dlatego żeńska siatkówka jest w zapaści od wielu lat - podsumował.