A konkretnie 17 stycznia. Wtedy obaj byli niepokonani, a stawką ich walki było pas WBC wagi ciężkiej należący do Stiverne'a. Po dwunastu rundach sędziowie punktowali zwycięstwo Wildera. Jest to do tej pory jedyne starcie "Bronze Bombera", która zakończyło się werdyktem arbitrów.

Od tego momentu odbył pięć obron tytułu mistrzowskiego, a ostatnio miał zmierzyć się w hitowej walce z Luisem Ortizem. W organizmie Kubańczyka wykryto jednak zakazane substancje. Wilder stracił więc rywala, ale organizatorzy zapewniali, że gala nie zostanie odwołana. Chęć skrzyżowania rękawic z mistrzem WBC wyraził Dillian Whyte (21-0, 16 KO), ale ostatecznie padło na kogoś innego.

Szansę rewanżu otrzyma Stiverne, który zabiegał o to od jakiegoś czasu. Jest on obowiązkowym pretendentem z ramienia WBC i to on był szykowany w pierwszej kolejności jako rywal Wildera. Po rozmowach z organizacją zgodził się jednak, by Amerykanin skrzyżował rękawice z Ortizem. Po wpadce Kubańczyka palma pierwszeństwa wróciła do Stiverne'a.

 

- Stiverne prosił o to i to otrzymał. W pierwszej walce złamałem rękę, ale ciągle dominowałem. Jest wiele powodów, dla których skończyło się decyzją. Tym razem to będzie inny dzień, czas i walka. Tym razem nie skończy się to dla niego dobrze - powiedział Wilder.

Stiverne miał wystąpić na tej gali, tyle że za przeciwnika miał Dominika Breazeale'a.

 

- Wyciągnąłem wnioski z błędów. Czwartego listopada Wilder pozna mój ból - stwierdził Stiverne.

Skrót walki Wilder - Stiverne w załączonym materiale wideo.