Zielonogórzanie kontraktując Klaudię liczyli przede wszystkim na poprawę swojego wizerunku w mediach oraz większe zainteresowanie opinii publicznej klubem, który jako pierwszy w Polsce mógł pochwalić się żużlowcem płci żeńskiej. Młoda, inteligenta i ładna zawodniczka miała być niejako maskotką Falubazu. Sama zainteresowana chciała jednak w pierwszej kolejności jeździć na żużlu.

 

Nowe władze w Grodzie Bachusa nie bardzo wierzyły w potencjał sportowy Szmaj, ale nie chciały rozwiązywać kontraktu. Po długiej przerwie Klaudia opisuje tamte wydarzenia. Poniżej prezentujemy pełną treść.

 

Cześć!

 

Czekałam bardzo długo na to, żeby w końcu odpowiedzieć na pytania: „Klaudio czy jeszcze kiedyś zobaczymy Cię na torze?”, lub „Dlaczego już nie jeździsz?” albo „ Co się stało, że całkowicie znikłaś z mediów?”.

 

Dlaczego w końcu odpowiadam na te pytania? Hmm.. teraz już mogę. Do końca tamtego roku obowiązywał mnie kontrakt. Następną kwestią jest fakt, na który z niecierpliwością czekałam- 2 kolejne Polski zdały licencję „Ż”!!! Za co im bardzo gratuluję! Wiem z czym trzeba się zmagać i jak ciężko się do tego przygotowywać, dlatego wielkie brawa dla tych kobitek!

 

Przechodząc do sedna- w poniższym wpisie nie będę przytaczać nazwisk czy nazw klubów. To co napiszę, nie ma na celu obrażenia żadnej osoby.


Dodam, że jest to tylko 1/100 całej mojej historii.

 

Moja „kariera” potoczyła się bardzo szybko ale i trwała bardzo krótko. Gdy zdałam licencję wszystko nabrało tempa- nowy klub ( wtedy Drużynowy Mistrz Polski), sponsorzy- dla sprostowania nie moi, a sponsorzy klubu. Osoby, które widywałam gdzieś w TV stały się dla mnie „kumplami”. Uwierzcie mi, że wszystko robiło duuuuże wrażenie. Tutaj jakiś wywiad, tutaj jakaś sesja, wyjazdy, telewizja... Ale na czym mi naprawdę zależało? Oczywiste! Na jeździe. Było jej przez chwilę bardzo mało a stało się to za sprawą otoczki marketingowej.


Pierwszy rok był dla mnie niesamowity-bardzo szybko władze klubu i trener dostrzegły to na czym naprawdę mi zależy.


Trenowałam ciężko. Nie było łatwo wyjechać na tor przy takiej „mocnej obsadzie” zawodników. Znaleźli się tacy, którzy bardzo mnie wspierali, podziwiali. Byli też tacy, którzy się naśmiewali.


Zawsze było mi mało- zaczęłam trenować gdzie się da. Razem z amatorami, ze szkółkami. Tam gdzie mnie przygarnęli. Co się za tym niosło? Koszta. Ogromne. Większość z Was myśli, że w czasie gdy jeździłam w klubie obłowiłam się ile dało. Jakże to mylne…

Po pewnym czasie zmieniły się władze klubu- zmieniło się też podejście do mojej osoby. Usłyszałam wiele przykrych słów i spotkało mnie mnóstwo niemiłych sytuacji.


„Jazda w ograniczonych ilościach. Mamy swoje priorytety”. „Klub to nie bank”. „A może małżeństwo... dla vizy”. „Motory możesz wozić koleją”. „ Zapewnimy ci miejsce w internacie”. Dla mnie żadne z tych zdań nie było żartem.

 

Miałam w sobie po tym wszystkim nadal tak dużo siły, by pójść gdzieś indziej i tam zwyczajnie jeździć. Niestety nie mogłam- klub na drodze sądowej nie pozwolił mi odejść za porozumieniem stron.

 

I w taki oto sposób wszystko przepadło.


Raz na jakiś czas mogłam pozwolić sobie na prywatne treningi. Niestety nie bez końca. Jakiś czas temu byłam na treningu w Opolu- tak dla własnej przyjemności- już nie dla czyjejś.


Mimo tej jakże niewielkiej części mojej historii, mam nadzieję, że będzie mi dane być związaną z tym sportem jako Pierwszej Polce z licencją „Ż”.