Zawodniczka jakiś czas temu brała udział w specjalnej sesji zdjęciowej, gdzie zaprezentowała się w całym żużlowym ekwipunku. Mimo nie najlepszej pogody udało się jej wykręcić kilka próbnych kółek (nie brakowało także upadku, na szczęście bez szwanku), a następnie odpowiedzieć na pytanie skąd wzięła się jej miłość do czarnego sportu.
 
- Pierwszy raz pojawiłam się na prezentacji drużyny Włókniarza w 2013 roku, a następnie wybrałam się na turniej o Puchar Prezydenta. W 2014 roku postanowiłam jeździć na miniżużlu. Odkąd pamiętam to zawsze ciągnęło mnie do motocykli, a miniżużel to była tak naprawdę dla mnie zabawa – odpowiada Monika.
 
Sama zainteresowana podkreśla, że nie było łatwo przekonać rodziców, a zwłaszcza mamy, aby móc brać udział w treningach. - Tata się zgodził, ale z mamą było ciężko, lecz ostatecznie ją przekonaliśmy. Na zawody i treningi jednak się nie wybiera. Znajomi natomiast byli z początku zaskoczeni, ale później już się przyzwyczaili – zaznacza.
 
- Nie byłem zachwycony, ale Monika uparła się i musiałem pozwolić spełnić jej marzenie – mówi otwarcie ojciec Moniki, pan Tomasz. - Stres jest olbrzymi, kiedy córka wyjeżdża na tor. Ja nawet nie podchodzę do bandy, tylko czekam jak Monika wjedzie do parkingu – przyznaje. 
 
Co warto podkreślić i docenić, to fakt, że Monika realizuje swoją pasję z własnych środków bez większego wsparcia z zewnątrz. - Kupiliśmy motocykl, aby Monika mogła mieć swój własny sprzęt, wszystko pozyskujemy we własnym zakresie. Nie mamy praktycznie żadnego sponsora – mówi pan Tomasz.
 
Nastolatka ma ambitne plany, aby być pierwszą kobietą, która wystartuje w polskiej lidze. Przekonamy się niedługo czy znajdzie się klub, który postawi na Monikę i będziemy świadkami historycznego debiutu. Przed nami jednak przerwa zimowa i szlifowanie formy na wiosnę. W tym momencie Monika musi jednak odłożyć motocykl do warsztatu i skupić się na... szkole.
 
Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.